Specjaliści

Psycholog

Szanowni Państwo,
Z uwagi na stan epidemii, za zgodą organu prowadzącego, Poradnia Psychologiczno - Pedagogiczna nr 2 im. ks. dra S. Wilczewskiego w Katowicach w okresie od 30 marca ograniczyła wszelkie działania wymagające bezpośrednich kontaktów. W związku z powyższym (do odwołania) nie prowadzimy działań  diagnostycznych, terapeutycznych indywidualnych czy też grupowych. Oferujemy natomiast Państwu wsparcie w rozwiązywaniu różnych, niejednokrotnie bardzo trudnych sytuacji poprzez porady oraz konsultacje. 
Proponujemy kontakt poprzez służbowy adres mailowy:
maria.kmiec@ppp2.katowice.pl
izabela.dlugosz@ppp2.katowice.pl 

Zachęcamy  także Państwa oraz Rodziców Waszych podopiecznych do odwiedzania naszej strony internetowej, gdzie miedzy innymi zamieszczone są  adresy mailowe wszystkich pracowników Poradni.
Pozdrawiamy, życząc Państwu oraz całym Waszym rodzinom zdrowia.

Maria Kmieć ,Izabela Długosz

 

 

Katowice, 13.04.2021 r.

DRODZY RODZICE!

 

Dzisiaj chcę zaproponować Wam bajkę na dobry początek dnia. Z tym tematem wiąże się moje wspomnienie z dzieciństwa moich synów. Jak większość dzieci (roczniki: 82 i 84) nie mieli motywacji do wstawania, jeśli wiązało się to z pójściem do przedszkola lub szkoły. Jako niedoświadczony jeszcze wtedy rodzic i psycholog, wymyśliłam, że krzątając się podczas ich budzenia będę śpiewać piosenkę (!!!!:... Radość o poranku „Alibabek”; posłuchajcie sobie na „you tubie” albo zapytajcie swoich dziadków!!!). Po jakimś czasie odważyli się mi powiedzieć, że jest to dla nich: „NAJBARDZIEJ ZNIENAWIDZONA PIOSENKA, JAKĄ ZNAJĄ”. Zmieniłam więc repertuar na „Wstawaj, szkoda dnia” zespołu „Dwa plus Jeden”!!! Nie wytrzymali długo i znowu mnie uświadomili o swoich odczuciach. Od tej pory w sytuacjach, gdy buntowali się przy wstawaniu zapowiadałam „Bo zacznę śpiewać”! To był dla nich najsilniejszy impuls do wyskoczenia z łóżek na równe nogi. Poniżej proponuję bajkę, która pomoże Wam (w bardziej humanitarny niż mój sposób) rozbudzić Waszą pociechę. Życzę miłego czytania.

 

 

CZARODZIEJSKA MUZYKA ( autor: Elżbieta Śnieżkowska – Bielak )

 

„Za małym wzgórkiem, pod samym lasem,

gdzie się słoneczko zatrzyma czasem,

gdzie dzięcioł stuka wprost w korę drzewa,

a szpak wesoło z gałęzi śpiewa,

stał sobie domek pana Różyczki.

W oknach z kwiatkami barwne doniczki,

przed domem ogród piękny z trawnikiem,

bo pan Różyczka jest ogrodnikiem.

Ma w swym ogródku zielone pory,

ogórki, marchew i pomidory.

Sałatę, seler, kapusty głowy.

Także rabatki floksów różowych,

żółtych nagietek, barwnych mieczyków,

ma pan Różyczka kwiatów bez liku!

Roślinki sadzi, plewi, podlewa,

a przy tej pracy wesoło śpiewa.

I choć artystą nie jest Różyczka,

ale go wzrusza każda muzyczka.

Ma on sąsiada – pana Pianino,

który zasiada z radosną miną

do fortepianu i wieczorami

ogród wypełnia się melodiami.

Wczoraj wieczorem Różyczka śpiewał

i po upale ogród podlewał.

Wtem...skończył śpiewać, ucha nadstawił

i aż konewkę w trawie postawił,

tak się zachwycił muzyką piękną,

co przez sąsiada biegła okienko.

A pan Pianino grał o przyrodzie,

która do życia budzi się co dzień.

Grał więc o słonku, co rano wstaje,

i gospodarzom pospać nie daje.

Grał o obłoczkach, co jak baranki

chodzą po niebie przez całe ranki.

O mowie lasu, wietrze psotniku,

co robi wiele szumu i krzyku.

I o wiewiórkach, co zwinnie skaczą,

gdy orzech smaczny z dala zobaczą.

Grał też o ptaszkach – szczygłach, czyżykach,

o jeżu, który ścieżką pomyka.

I o zajączku, żuczku, biedronkach,

co się wesoło śmieją do słonka.

Słuchał ogrodnik i ogród cały.

Na niebo gwiazdki pierwsze wyjrzały

i też słuchały, bardzo ciekawe.

Spojrzały z góry, na ogród, w trawę,

a tam...owoce tańczą, jarzyny.

Dynie, kabaczki, agrest, maliny,

nawet fasola na długich tyczkach -

myśli zdziwiony nasz pan Różyczka:

- Muzyk Pianino dziś koncert daje,

tańczą rośliny i czas przystaje.

Słuchają ptaszki w gniazdkach zbudzone,

księżyc też patrzy w ogrodu stronę.

- Jakie to dziwy! - mówi Różyczka

- że tańczy nawet z fasolą tyczka.

Wielki jest muzyk z mego sąsiada,

pod jego ręką fortepian gada!

Może Pianino jest czarodziejem?...

Wtem...kogut zapiał, świt wstaje, dnieje!

Budzą się złote promyki słonka,

po trawce chodzi sobie biedronka,

komar się kąpie w kropelce rosy.

Cicho! Umilkły muzyki głosy!

Ogrodnik podlał. Do domu wraca.

Czeka go zwykła, codzienna praca.

Po tym koncercie sił ma za dwóch,

i rusza plewić ogrodnik zuch!”

 

 

Myślę, że niektóre dzieci będą zainteresowane jak wyglądają wymienione w wierszu rośliny i zwierzęta i co oznaczają nieznane im słowa. Będzie to świetna okazja, by porozmawiać z nim o przyrodzie oraz poszukać w książkach lub internecie zdjęć roślin i zwierząt.

Życzę miłego spędzania czasu z dziećmi!

 

 

Pozdrawiam serdecznie: Bożena Kłek – psycholog przedszkolny

 

P.S. Udostępniam mój numer telefonu (by służyć wsparciem w razie potrzeby) : 500 041 166 przy, którym dyżuruję codziennie (oprócz sobót, niedziel i świąt) od godz.17-tej do 18-tej.

 

 

Katowice, 06.04.2021 r.

DRODZY RODZICE!

 

Można się spodziewać, że jak zwykle po długim rozstaniu z przedszkolem niektóre dzieci będą potrzebowały na nowo przyzwyczajać się do niego. Wiele razy już tego doświadczaliście. Nie watpię, że i tym razem uda się Wam przejść przez to „obronną ręką”, ale nie zaszkodzi wesprzeć się bajką terapeutyczną. Ta, którą proponuję poniżej ma za zadanie uświadomić Waszemu dziecku, że pobyt w przedszkolu może być atrakcyjny i bezpieczny pomimo rozstania z rodzicami, a rozłąka z Wami jest jedynie czasowa. Ma też wskazać, iż inni opiekunowie mogą zapewnić mu miłe, pouczające i bezpieczne spędzenie czasu.

Jak każdą bajkę, możecie ją czytać wielokrotnie; dopóki widzicie, że Wasza pociecha potrzebuje w tym temacie wsparcia. Życzę miłych chwil z własnym dzieckiem oraz bez niego, kiedy będzie dobrze bawiło się znowu w przedszkolu.

 

O KASI KTÓRA GUBIŁA KOLORY” Magdalena Przystałowska

 

Tego dnia Kasia obudziła się wcześniej i gdy tylko przypomniała sobie, że jest poniedziałek, od razu zaczął ją boleć brzuch. Wiedziała, że zaraz wejdzie jej mama i powie:

-Kasiu, Kasiu, wstawaj! Nie chcesz chyba spóźnić się do przedszkola?

I tak było prawie codziennie. Uporczywy ból brzucha znikał tylko w sobotę i niedzielę.

Kasia wstała i zaczęła się ubierać. Założyła zieloną bluzkę, pomarańczowe rajstopki i żółtą spódnicę. Wyglądała bardzo ładnie, ale wiedziała, że to się zmieni, gdy tylko przekroczy próg przedszkolnej sali. Po chwili zawołała ją mama:

-Kasiu, chodź już na śniadanie.

Dziewczynka przyszła do kuchni, w której stał piękny okrągły stół nakryty serwetą przypominającą łąkę w lecie, cały w zieleni, żółci, czerwieni. Kasia bardzo lubiła kolorowe rzeczy. Kiedy na nie patrzyła od razu robiło się jej weselej. Na stole stał jej ulubiony jogurt i kanapki. Kasia z apetytem wzięła się za jedzenie.

-Ale czy na pewno nie możesz iść dzisiaj ze mną do przedszkola?- zapytała między jednym kęsem

a drugim.

-Już ci przecież tlumaczyłam to wiele razy. Chodzę do pracy, a nawet jeśli się zwolnię, to rodzice nie mogą być z dziećmi cały dzień w przedszkolu.

Kasia bardzo posmutniała. W ciszy zjadła resztę śniadania, ubrała się i razem z mamą wyszły do przedszkola. Dziewczynka bardzo bała się zostawać bez mamy. Zawsze, kiedy ta zamykała za sobą drzwi, Kasia miała wrażenie, że mama znika i że nie będzie mogła przytulić się do niej, kiedy będzie jej potrzebowała.

Przez całą drogę Kasia starała się powstrzymać ogarniający ją lęk. Już prawie się jej udało, gdy tuż przed bramą przedszkola rozpłakała się. Znowu.

-Mamo, ja nie chcę zostać sama w przedszkolu – mówiła pochlipując.

-Kochanie, dlaczego pł aczesz? Przecież tyle razy rozmawiałyśmy o tym. Teraz musisz się wziąć w garść, niedługo przyjdę po ciebie i spędzimy całe popołudnie razem – odpowiedziała jak zwykle mama.

Dziewczynka wiedziała, że musi sobie jakoś poradzić z ogarniającym ją lękiem i smutkiem. Zwykle działo się tak, że tuż po wyjściu mamy dziewczynka zamykała bardzo mocno oczy, żeby nie pozwolić łzom wypłynąć po raz kolejny. Kiedy tylko je otwierała, wszystkie kolory znikały. Jej spódniczka robiła się szara, szare robiły się też jej rajstopki i bluzeczka. Szare dzieci bawiły się, biegając i krzycząc wokół szarych zabawek, a szara pani nauczycielka próbowała utrzymać względny spokój w sali. Kasi wydawało się, że jest najbardziej szara ze wszystkich, a pomimo to, miała wrażenie, że robi się coraz mniejsza i nikt już nie może jej dostrzec na tle szarej ściany.

 

Jednak dzisiaj stało się coś dziwnego. Dziewczynka jeszcze nie zdążyła zamknąć oczu, gdy nagle pojawiła się bardzo piękna i uśmiechnięta pani.

-Dzień dobry, Kasiu – powiedziała, a Kasi od razu zrobiło się cieplej. -Dzień dobry – odpowiedziała cichym głosikiem. - Jestem nową nauczycielką. Mam na imię Aniela – kobieta uśmiechnęła się tajemniczo.

Kasia mogłaby przysiąc, że zauważyła za jej plecami odblask skrzydeł. Takich, jakie niedawno widziała na rysunku przedstawiajacym orła, tylko że te były śnieżnobiałe. Wtedy właśnie Kasia rozejrzała się po sali. Na wszystkie przedmioty powoli nachodziła zasłona szarości. Tak jakby nagle ktoś, powolutku, dodawał zbyt dużo szarej farby. Tym razem nie stało się to nagle, Kasia mogła po raz pierwszy ujrzeć salę przedszkolną w całej palecie barw. Widząc, jak pięknie wygląda, dziewczynka zapragnęła nagle, żeby szarość nie naszła. Spojrzała na panią Anielę, a ta jakby rozumiała, o co chodzi, zapytała:

- Widzę, że bardzo tęsknisz za swoją mamą, czy to prawda?

- Tak – odpowiedziała Kasia czując, że łzy zaraz same wyskoczą jej spod powiek. Nagle zrozumiała, że pani Anieli może zaufać i że na pewno ona jej pomoże. - Zawsze, kiedy mama wychodzi wydaje mi się, że znika i że nie będzie mogła przyjść, kiedy będę jej potrzebować – powiedziała wszystko jednym tchem.

- Myślę, że mogę jakoś pomóc rozwiązać ten problem – powiedziała Aniela, a jej uśmiech sprawił, że Kasię przestał boleć brzuch. - Twoja mama nie znika, kiedy wychodzi z przedszkola, zostaje z tobą w twojej pamięci. Zawsze, gdy tylko zamkniesz oczy i zawołasz mamę, zobaczysz ją właśnie za zamkniętymi powiekami. Za każdym razem, kiedy będziesz się bać albo będzie ci smutno i będziesz potrzebowała bliskości twojej mamy, wystarczy, że zamkniesz oczy, a ona na pewno się zjawi i cię pocieszy.

Kasia od razu zamknęła oczy i poprosiła mamę, żeby kolory nie znikały ze świata i żeby się nie zmniejszyła. Przez chwilę nic się nie wydarzyło, ale kiedy Kasia coraz bardziej i coraz silniej myślała o mamie, nagle ją zobaczyła. Wyglądała tak jak rano i powiedziała dziewczynce, że zawsze już będzie z nią i że kolory nie znikną.

Kiedy Kasia otworzyła oczy, aż westchnęła z zachwytu. Nie spodziewała się, że w sali jest tak dużo kolorów. Fioletowe fotele, pomarańczowy dywan, zielone kwiaty, żółte i różowe klocki, lale z czarnymi włosami i konie z brązową sierścią. Równocześnie dziewczynka zauważyła, że dzieci patrzą na nią z zainteresowaniem, a nauczycielka podchodzi i zaprasza ją do wspólnej zabawy. Kasia z taką ochotą zaczęłą włączać się we wszystko, co robiły, że wkrótce okazało się, że najładniej narysowała wiosnę i że biega prawie tak szybko jak Tomek. Poznała też Zosię i Anię, z którymi od razu się zaprzyjaźniła. Przez cały czas wszyscy powtarzali, że nigdy nie spodziewali się, że Kasia, która zawsze chowała się w kącie, jest tak miłą i zdolną dziewczynką.

Po kilku godzinach Kasia przypomniała sobie o pani Anieli. Rozejrzała się wokół, ale nikogo nie zobaczyła.

- Gdzie jest pani Aniela? - zapytała.

- Nikogo takiego nie było dzisiaj w przedszkolu – odpowiedziała pani nauczycielka.

Ale Kasia wiedziała, że spotkała dzisiaj uśmiechniętą panią, która pomogła jej odnaleźć kolory.

Kiedy skończył się dzień w przedszkolu, przyszła mama. Była bardzo zdziwiona widząc roześmianą Kasię biegającą razem z innymi dziećmi. Kiedy dziewczynka zobaczyła mamę, pobiegła do niej co sił, rzuciła się jej na szyję i powiedziała na ucho: „Dziękuję ci mamo, że zawsze ze mną jesteś”.

 

 

Pozdrawiam Was serdecznie: Bożena Kłek

 

P.S. Udostępniam mój numer telefonu (by służyć wsparciem w razie potrzeby) : 500 041 166 przy, którym dyżuruję codziennie (oprócz sobót, niedziel i świąt) od godz.17-tej do 18-tej.

 

29.03.2021

DRODZY RODZICE!

 

Myślę, że tym razem może nam być jeszcze trudniej przeżyć nowe ograniczenia. Jesteśmy bardziej zmęczeni i sfrustrowani. Rozmawiałam od ostatniego lockdownu z wieloma przedszkolakami i ich rodzicami. Tylko trzy dorosłe osoby chwaliły sobie ten czas dodatkowych wakacji, jako coś przyjemnego. Dzieci, w większości, tęskniły za kolegami, dziadkami i podwórkiem, albo tak zasmakowały w bajkach i grach komputerowych, że nie dadzą sobie teraz tego odebrać.

I do tego wszystkiego ja jeszcze teraz chcę Wam dołożyć dodatkową odpowiedzialność: NASZYM DZIECIOM NALEŻY SIĘ OD NAS TERAZ PEŁNA MOBILIZACJA. Wybaczcie mi ten apel, ale One same nie zorganizują sobie normalnego życia. Musimy zadbać o Ich zdrowie psychiczne.

Dzisiaj poranne zachmurzone niebo podsunęło mi pomysł na bajkę relaksacyjną o deszczu, ale jak skończyłam ją przepisywać, wyszło piękne słońce... Może to jest sposób na zaklinanie tej rzeczywistości?!!! Przeczytajcie więc dzisiaj przed snem swojemu dziecku tę krótką bajeczkę. Poczuje Ono dzięki temu Waszą bliskość, oddanie, mądrość (bo przy okazji wytłumaczycie Mu prawa natury), oderwanie od codziennych trosk i odprężenie, Miłego czytania!

 

JAK TO Z DESZCZEM BYŁO

(bajka relaksacyjna dla dzieci, autorstwa Elżbiety Śnieżkowskiej - Bielak)

 

„Płynęła sobie po niebie chmurka,

śmiały się do niej dzieci z podwórka,

zaszczekał chmurce spod budy Burek,

bo też sympatię żywił dla chmurek.

Chmurka zaś była biała jak mleko,

płynęła sobie po niebie lekko,

ale znad stawu wzniosła się para,

bo słonko wodę ogrzać się stara.

Więc chmurka nagle bardzo przytyła,

trochę ciemniejsza się też zrobiła.

Poszła nad rzekę. I tam paruje!

Już chmurka dobrze tę wilgoć czuje,

Aż nagle spadła z chmurki kropelka-

najpierw malutka, potem niewielka,

a potem spadło kilka kropelek,

za chwilę więcej. Oj! Bardzo wiele!

To już jest taki prawdziwy deszczyk,

co szumi w liściach, w gałęziach trzeszczy.

-Plusk, plusk! - tak pluska. Chlap, chlap! - tak chlapie.

Każdy kto może, parasol łapie!

Dżdży, siąpi, pada, o szyby dzwoni,

po parapetach bębni i goni.

Bęc, bęc! - w parapet, a w dach – bum, bum!

Na liściach klonu zagra – plum, plum!

A gdy się chmurka nacieszy deszczem,

spragniona ziemia prosi o jeszcze!

Piją kropelki kwiatki na łące

i jutro będą bardziej pachnące!

Piją je krzewy, smakują drzewa,

łan zboża pięknie w podzięce śpiewa:

- Szu – szu! - szumiąco dziękuje chmurce,

która stanęła na nieba górce

i deszcz spuściła na suchą ziemię,

na zboże, trawę, las, który drzemie.

Szu – szu – tak szumią deszczu kropelki,

a jest z nich przecież pożytek wielki.

Bo pić już chciały trawy i zioła,

a nawet droga o wodę woła,

bo była sucha i pełna kurzu.

Wody też pragną kaczki na podwórzu

i strumyk, który srebrzyście śpiewa,

i kamień, co słonko ogrzewa.

 

Aż wreszcie deszczyk zmęczył się srodze,

usnął w kałuży wielkiej przy drodze.

Śpi, ale słońce mu się odwdzięcza -

na niebo wschodzi już barwna tęcza.

Wszystko się złoci albo czerwieni,

niebieści, żółci, świeżo zieleni.

Na liściach krople grają w kolory,

tak aż do zmierzchu, do cichej pory,

kiedy zasypia świat wykąpany

i szumem deszczu ukołysany.

A rankiem ziemia, słonkiem oświetlana,

dyszy, paruje, znów zasapana.

I znowu para leci do góry.

Czekają na nią malutkie chmury.

One tę parę ze smakiem piją,

pęcznieją, rosną, wprost w oczach tyją.

I znowu spadnie jedna kropelka,

a potem druga, taka niewielka,

a potem...małych kropelek kilka.

I co? I znowu wystarczy chwilka,

by deszcz na ziemi biegał, buszował,

po liściach skakał i łobuzował.

Tańczył wesoło w mokrych skarpetach

po dachach, szybach i parapetach.

Już śpij, Kochanie, nie martw się deszczem,

znów jutro bajkę dostaniesz jeszcze...”

 

Pozdrawiam, życzę miłych ŚWIĄT WIELKANOCNYCH:

Bożena Kłek – psycholog

 

P.s. Tradycyjnie udostępniam mój numer telefonu: 500 041 166, pod którym czuwam codziennie od godz.17- tej do 18 – tej, by móc wesprzeć Was w trudniejszych chwilach.

 

 

DRODZY RODZICE!

 

„Dzieci w wieku przedszkolnym żyją zarówno w świecie realnym, jak i bajkowym, zatracając często granicę pomiędzy nimi. Dziecko boi się złego czarownika, smoka, wiedźmy, potwora, ale także negatywnej postaci z gry komputerowej, bajki telewizyjnej, książki. Rolą dorosłego jest wprowadzić spokój w życie dziecka. Dorosły ma oswoić dziecko z ciemnością, pokazać przyrodę i objaśnić jej prawa. Ma utwierdzić w przekonaniu, że zły smok jest tylko w bajce, a tu obok w rzeczywistości, go nie ma.

Przeczytajcie z dzieckiem tę bajkę* i porozmawiajcie z nim o niej. Zapytajcie dlaczego dzieci przestraszyły się pająka Zenka. Dojdźcie razem do wniosku, że stało się tak dlatego, że go nie znały naprawdę. Zapytajcie swoje dziecko o to, czego się boi. Niech to narysuje. Może to będzie pająk, postać z bajki albo człowiek. Może ktoś mu dokucza?

Rodzic powinien wiedzieć o tym, czego boi się jego pociecha i zadziałać tak, żeby lęki i niepokoje dziecka zostały pokonane, a niebezpieczeństwa zażegnane.

 

 

CZY PAJĄK JEST NAPRAWDĘ TAKI STRASZNY?

 

Mała mrówka Pola żyła sobie z całą rodziną w wielkim mrowisku, które stało pod starym modrzewiem w ogrodzie pana Różyczki. Miała mamę, tatę, dwie siostry-Pinkę i Cinkę – oraz bardzo wiele kuzynek i bardzo wielu kuzynów. W jej rodzinnym mrowisku było bardzo wesoło i pracowicie. Młode mrówki uczyły się opiekować jajami mrówek, a potem młodziutkimi larwami, pomagały przy naprawianiu korytarzy i pokoi w mrowisku, chodziły do mrowiskowej szkoły, a te młodsze do przedszkola. Pola chodziła do przedszkola. Uczyła się tam wielu ciekawych rzeczy, na przykład, jak wspinać się po łodyżce kwiatka, jak budować autostrady z klocków i jak śpiewać mrówkowe piosenki. Mała mrówka lubiła swoje przedszkole i panią Mrówczankę, która opiekowała się dziećmi. Była wesoła i roześmiana do dnia, w którym poszla z panią i innymi przedszkolakami na wycieczkę.

Małe mrówki ustawiły się parami, wzięły się za łapki i poszły za panią Mrówczanką alejką pośród stokrotek.

Szły sobie raźno i śpiewały wesołą piosenkę, aż tu nagle...Pola zobaczyła jakiegoś wielkiego stwora z długimi nogami i bardzo grubym brzuchem.

- Ojej! Ojej! - wołała na cały głos. - To potwór! On nas wszystkich pozjada! To jest okropny smok! Poczwara! Maszkara! - Inne mrówcze dzieci też się przestraszyły. Wszystkie zawrócily i ile sił w łapkach zaczęły biec w stronę przedszkola. Pani Mrówczanka ledwo za nimi nadążała.

- Dzieci, dzieci! - wołała. - Uspokójcie się, nie pędźcie tak! To nie jest smok, tylko pająk.

Dzieci jednak nie wiedziały, kto to pająk i okropnie bały się grubego stworka na ośmiu dlugich nogach. Tymczasem pająk Zenek bardzo się zmartwił widokiem uciekających mrówczych dzieci.

- Pewnie jestem tak strasznie brzydki, że nikt nie chce już się ze mną bawić – myślał. - Nic nie poradzę na to, że jestem pająkiem i mam osiem nóg, a owady sześć. Te maluchy zupełnie niepotrzebnie się mnie przestraszyły. Muszę podejść pod mrowisko. Może uda mi się je przekonać, że wcale nie jestem taki straszny. - I pająk Zenek wyruszył w stronę mrowiska. Kiedy tak szedł sobie spacerkiem, zobaczył małą, zieloną gąsienicę, wygrzewającą się w słonku na białym kamyku.

- Dzień dobry – powiedział uprzejmie. Jestem pająk Zenek. A tobie jak na imię?

- Dzień dobry, jestem Mańka – odpowiedziała leniwie liszka, bo była trochę rozespana.

- Powiedz mi – odezwał się Zenek – czy ja jestem naprawdę taki straszny, że dzieci się mnie boją?

Gąsienica otworzyła jedno oko, potem drugie, łypnęła na pająka i ułożyła się wygodniej na kamyku.

- Oczywiście, że nie jesteś straszny, tylko bardzo duży. No i ta twoja ilość nóg robi wrażenie. Ja się tam ciebie wcale nie boję!

- Oj, to dobrze! - ucieszył się pająk. - A czy myślisz, że małe mrówki mogą mnie, na przykład, polubić?

- Jasne, że tak! - powiedziała zdecydowanym głosem gąsienica Mańka. - Musisz jednak użyć jakiegoś podstępu, żeby je do siebie przekonać. Co tak naprawdę umiesz robić?

- Och, ja umiem robić piękne pajęczyny. Leciutkie i zwiewne albo mocne jak struny.

- No właśnie upleć kilka strun i poproś świerszcza polnego, żeby ci skrzypki zrobił.

- Eeee! Odpada! - z niechęcią powiedział pająk. - Ja nie będę na niczym grał, ja jestem kompletnie niemuzykalny. Już wiem! Pokażę im coś, co im się naprawdę spodoba! Czy mogę prosić cię o pomoc?

- Mnie? A co mam zrobić?

- Nic wielkiego. Wejdź tylko po jednej z moich długich nóg na mój grzbiet. Tylko tyle.

- Nie ma sprawy – powiedziała zdziwiona Mańka. - Już włażę. - I zaczęła pełznąć w stronę Zenka, a potem wpełzła po jego szóstej nodze na pajęczy grzbiet.

- Super! - zawołał Zenek i z gąsienicą na grzbiecie popędził w stronę mrowiska. Tam zatrzymał się i zaczął się przechadzać tam i z powrotem. Trwało to bardzo długo. Mańka zasnęła na pajęczym grzbiecie, ale Zenek spacerował nadal. Nagle otworzyło się w mrowisku jakieś okno i wyjrzała z niego mała mrówka.

- O, a co to? To ten potwór, którego dziś widzieliśmy – zawołała zdziwiona.

- Ja wcale nie jestem potworem! - odpowiedział jej Zenek. - Ja jestem pająk Zenek i bardzo lubię dzieci.

- A dlaczego nosisz na grzbiecie tę gąsienicę?

- Bo ja lubię się kimś opiekować i dlatego chętnie noszę dzieci na swoich plecach. Szybko biegam i dzieci mają wielką frajdę!

- A przewieziesz mnie? - zapytała mrówka Pola tak naturalnie, jakby przed południem nie uciekała przed tym samym pająkiem.

- Jasne, tylko Mańka musi zejść, bo byłoby mi za ciężko. - W tym momencie Mańka się obudziła i stwierdziła, że jest głodna i schodzi na trawę. Zeszła więc po ósmej nodze Zenka. Natychmiast wdrapała się po niej Pola, która w tym czasie wyszła przed mrowisko. Jak to zobaczyły inne mrówcze dzieci, też wybiegły na dwór. A pająk Zenek woził Polę naokoło mrowiska, ona zaś piszczała z zachwytu. Nigdy nie oglądała świata z takiej wysokości i wydał jej się on czarujący. Po Poli jeździły na Zenkowym grzbiecie inne małe mrówki. Wszystkie były zachwycone. Następnego dnia w przedszkolu opowiedziały wszystko pani Mrówczance, a ona roześmiała się wesoło. - Mówiłam wam, że to tylko pająk, a nie żaden potwór ani smok.

- To prawda. Pająka wcale nie trzeba się bać – odpowiedziała mrówka Pola.

 

KONIEC

Pytania i polecenia pomocnicze:

Jak Pola i inne małe mrówki zareagowały na widok pająka Zenka?

Dlaczego się go tak przestraszyły?

Czy wygląd Zenka świadczył o tym, że jest złym stworzeniem?

Czy należy kogoś oceniać po wyglądzie?

Czy każda brzydka osoba jest twoim zdaniem zła?

Jaki okazał się pająk Zenek?

Czy i ty czasem czegoś się boisz?

Narysuj to, czego się boisz. Zastanów się, czy warto się tego bać.

Jeżeli boisz się jakiegoś człowieka, to powiedz o tym rodzicom, a także pani w przedszkolu.”*

 

Pozdrawiam, Bożena Kłek

 

 

*autorką tej bajki terapeutycznej jest Elżbieta Śnieżkowska- Bielak

 

Katowice, 10 listopada 2020 r.

04.11.2020

DRODZY RODZICE!

 

Witam serdecznie i pragnę pomóc Wam w sposób bezpieczny i terapeutyczny zdyscyplinować Wasze pociechy, które z pewnością często, szczególnie w domu są nieposluszne.Nie wynika to z ich złej woli, ale z ciekawości świata. Dlatego wydawanie zakazów i nakazów kończy się tak jak poniższa historia z Kotkiem Mruczkiem (autorstwa Elżbiety Śnieżkowskiej – Belak). Dziecko trzeba usamodzielniać i przyzwyczajać do niebezpioeczeństw, które mogą mu grozić. Pozostawione samo sobie może wpaść w różne pułapki, których się nie spodziewa. Czasem takie wydarzenia wywołują w dziecku żal i bezradność, a czsem – złość. Mały złośnik spontanicznie wyładowuje ją na otoczeniu. Na rodzeństwie, kolegach, koleżankach,, rodzicach, dziadkach. Bajka, którą przeczytacie razem z dzieckiem, ma doprowadzić je do dwóch wniosków. Po pierwsze, że nie można bez pozwolenia oddalać się od starszych, a po drugie, że nie wolno swojej złości i wszelkich złych emocji odreagowywać na innych. Zapytajcie dziecko, co je złości i w jaki sposób okazuje tę złość. Czy krzyczy na kogoś, czy się obraża? Czy czuje się bezradne i placze, a może szarpie i bije koleżankę lub kolegę w przedszkolu?

Niech dziecko narysuje swoje zachowania związane z okazywaniem złości. Musicie mu powiedzieć, że ma prawo do złości. Złość jest normalnym zjawiskiem, nie można jednak z tego powodu krzywdzić innych.

 

 

O KOTKU, KTÓRY NIE SŁUCHAŁ MAMY

 

Nasz znajomy ogrodnik pan Różyczka dostał kiedyś w prezencie na imieniny kotkę. Nazwał ją Kocia. Kocia była biała jak mleko, tylko ogon i uszy miała czarne. Była milym kotem, ale czsem psociła. A to kwiatek z parapetu strąciła, latając za muchą, a to wskoczyła do kubła z węglem i umorusała się na czarno, a to znowu wlazła na szafę, usadowiła się na walizce pana Różyczki w jego sypialnym pokoju i wcale nie chciała zejść. Dopiero, gdy ogrodnik po pracowitym dniu kładł się do łóżka, skakała wprost na niego z tej szafy.

Miał poczciwy pan Różyczka wiele kłopotów z tą Kocią. Buszowała po ogrodzie i sadzie i przynosiła mu do domu szare myszki albo ptaki. A tego to pan ogrodnik bardzo nie lubił. Założył więc Koci obrożę z dzwoneczkiem. Kiedy kotka próbowała zbliżyć się do ptaka, dzwoneczek dzwonił i ptak zrywał się do lotu.

Ale kiedyś Kocia zrobiła panu Różyczce wielką niespodziankę. W starym koszu, który leżał w szopce bezużytecznie, urodziła cztery małe kociaki. Były ślepe i bezradne. Były też ciągle głodne, więc ssały mamusi sutki, pijąc z nich ciepłe mleczko. Kociaki były bardzo śmieszne. Kiedy trochę podrosły, pan Różyczka postanowił je nazwać. Małą bialutką kotkę nazwał Śnieżką, czarnego kota z białym kołnierzykiem pod brodą nazwał Murzynkiem, czarno – białego kotka w łaty nazwał Łatkiem, a zupełnie innego, bo biało – burego, kotka nazwał Mruczkiem, ponieważ brany na ręce, mruczał i zasypiał.

Ten Mruczek był ulubionym kotem pana Różyczki, ale mamie Koci sprawiał bardzo dużo kłopotu. Kiedy wychodziła ze swoimi dziećmi na spacer po ogrodzie, Mruczek zawsze zostawał w tyle. Nie trzymał się mamy i rodzeństwa, ale miał swoje własne drogi, którymi chodził.

- Mruczku, Mruczku – mówiła mama – Bardzo cię proszę, żebyś się ode mnie nie oddalał. Świat jest wielki i niebezpieczny. Musisz mnie słuchać, bo inaczej może się to źle dla ciebie skończyć.

 

Ale psotny Mruczek ani myślał słuchać swojej mamusi. Bardzo podobały mu się biedronki spacerujące po trawie, kaczki na podwórku za domem i małe kurczaki, które biegły za kokoszką i popiskiwały. Zaprzyjaźnił się nawet z jednym z nich i chciał z nim łazić po drzewach, ale kurczak nie umiał, więc Mruczek odszedł bardzo niezadowolony. Omijał tylko Azora, psa pana Różyczki, który na jego widok jeżył sierść na grzbiecie i wystrzerzał kły. Na szczęście Azor był przywiązany do budy i biegał na łańcuchu, co było dla Mruczka bezpieczne, ale dla Azora bardzo niewygodne.

Mruczek zwiedzał więc ogród i podwórko sam i nie słuchał się mamy, dopóki... nie zobaczył na kwiatkach róży Pszczoły Amelii, która razem ze swoimi siostrami zbierała tu nektar na pyszny miód.

Kotek nie wiedział, co Amelia robi, nie wiedział, że to jest pszczela praca. Chciał -się z kimś pobawić, a swoje rodzeństwo zostawił, jak zwykle na podwórku. Podbiegł więc do Amelii i zaczepił ją łapką. Musiał przy tym podskoczyć, bo nie dosięgał do kwiatka, na którym siedziała Pszczoła. Amelia odwrociła się i, niewiele myśląc, użądliła małego Mruczka w nos.

- Ojej, ojej! - wołał kotek. -Co się stało? Jak to bardzo boli! Coś mnie ukłuło w nos!

Ale naokoło nie było nikogo, kto by mu pomógł. Wtedy kotek zezłościł się bardzo, zaczął biegać po rabatce z kwiatkami i je deptać. - Co za wstrętna pszczoła! - krzyczał. - Co za paskudny owad! Oj, oj, jak boli! Skakał tak po kwiatkach stokrotek, aksamitek, nagietków i nie słyszał ich cichego płaczu. Nagle usiadł bezsilny i sam zapłakał.

- Widzisz, jak boli, gdy ktoś ci zrobi krzywdę – odezwała się kwitnąca obok Róża.

- Oj, bo to ta pszczoła...- zaczął Mruczek. - To wszystko przez nią! To na nią się tak zezłościłem. Nie masz pojęcia, jak mnie boli nos!

- Wiem, wszystko widziałam. Amelia zareagowala tak nerwowo, ponieważ przeszkadzałeś jej w pracy. Ona wykonywała ważną pracę zleconą jej przez królową matkę. A ty jej zabierałeś cenny czas.

- Ale ja tylko chciałem się pobawić!

- Wiem – odrzekła Róża. - Wiem, ale kiedy już Amelia cię użądliła, to podeptałeś wszystkie kwiatki na rabatce. A to je bardzo bolało.

- Ja nie wiedziałem, że je to boli, nawet pojęcia nie miałem. To tak z bólu i ze złości!

- Jak widzisz, twoja złość i twój żal odbiły się na niewinnych kwiatkach, które ci niczego złego nie zrobiły. Wracaj do mamy, kawalerze. Świat dla takich małych kotków jest rzeczywiście niebezpieczny. I nie odreagowuj swej złości na innych. Możesz sobie potupać po ścieżce albo pokręcić się za własnym ogonem. To z pewnością przyniesie lepsze rezultaty niż deptanie małych, niewinnych kwiatków.

 

KONIEC

 

Pytania i polecenia pomocnicze:

-Powiedz, dlaczego Mruczek oddalał się często od swojej mamy – Koci?

-Dlaczego zaczepił Pszczołę Amelię?

-Co kotek wiedział o pszczołach i ich pracy?

-Dlaczego Pszczoła Amelia go użądliła?

-Jak na to zareagował Mruczek?

-Jak czuły się kwiatki podeptane przez kotka?

-Czy Mruczek miał prawo się zezłościć?

-Czy powinien odreagować swoją złość w taki sposób, że podeptał niczemu niewinne kwiatki?Dlaczego?

 

 

Życzę miłego czytania, pozdrawiam serdecznie: Bożena Kłek - psycholog

 

 

KOCHANI RODZICE!

Wybaczcie ten nagłówek: może się za bardzo spoufalam, ale muszę przyznać, że przez te listy i konsultacje telefoniczne czuję się jak Wasz przyjaciel. Miło było, lecz dzisiaj kończy się moja „zdalna praca”. Mam nadzieję, że po wakacjach będziemy kontaktować się osobiście w przedszkolu.

Dzisiaj chcę przekazać Wam garstkę wiedzy psychologicznej na temat tzw. BARIER KOMUNIKACYJNYCH. Z pewnością wielokrotnie mieliście wrażenie, że do Waszego dziecka NIC NIE DOCIERA. Chcecie mu pomóc na wszystkie sposoby, a efektu nie ma żadnego...Tak się dzieje wtedy, gdy dzieckiem zawładną silne emocje. Należy wtedy dać mu czas na ochłonięcie, zanim coś mu poradzicie. Jeżeli wykażecie się wystarczającą cierpliwością, to znajdziecie odpowiedni moment i miejsce na to by przekazać mu swoją wiedzę oraz doświadczenie życiowe. To zjawisko nie dotyczy tylko relacji dziecko – dorosły. W relacjach między samymi dorosłymi tak samo występują te BRIERY w trudnych sytuacjach. Gdy rozmawiamy sobie bez emocji, jesteśmy w stanie nawzajem sobie przekazać bardzo dużo mądrości, empatii i zrozumienia. W przeciwnym wypadku wszystko co powiecie w dobrej wierze może być odebrane opacznie. Poniższa tabela pomoże Wam zrozumieć jak działają różne nasze komunikaty adresowane do bliskich osób.

 

 

BARIERY KOMUNIKACYJNE

(PRZYKŁADY)

 

 

MOŻLIWE REAKCJE DZIECI

 

 

 

 

 

 

OSĄDZANIE

 

KRYTYKOWANIE, OSĄDZANIE, OBWINIANIE

(Czy ty naprawdę nic nie rozumiesz? / Jesteś niestaranny.)

 

dziecko na podstawie oceny i osądu kształtuje swój obraz samego siebie, dziecko może uwierzyć, że jest małowartościowe, poza tym ostra krytyka wywołuje kontrkrytykę, obronę, budzi wrogie uczucia wobec osoby oceniającej;

 

OBRAŻANIE, WYMYŚLANIE, OŚMIESZANIE, ZAWSTYDZANIE

(To dlatego, że jesteś leniwa. / Straciłeś rozum, czy co?)

 

najczęstszą reakcją dziecka jest chęć rewanżu, słowny atak;

ORZEKANIE, INTERPRETOWANIE, ANALIZOWANIE, STAWIANIE DIAGNOZY

(Ciebie w ogóle ten temat nie interesuje. / To nie jest twoja sprawa. / To przecież dla twojego dobra.)

jeżeli analiza, czy interpretacja jest poprawna, dziecko może czuć się zażenowane, jeżeli jest błędna będzie ono się irytować niesprawiedliwym obwinianiem;

 

 

CHWALENIE POŁĄCZONE Z OCENĄ, APROBOWANIE, CHWALENIE

(Gdybyś się trochę postarał, to na pewno wyszło by ci to lepiej. / Jesteś świetny w tym co robisz, to może zrobiłbyś ten projekt i dla mnie? / Masz takie możliwości, żebyś się jeszcze chciał do tego przyłożyć. )

 

 

bywają sytuacje, że pochwała przyjmowana jest przez dziecko jako manipulacja;

 

 

 

 

DECYDOWANIE

 

ROZKAZYWANIE, ZARZĄDZANIE, KOMENDEROWANIE

( Będziesz wykonywała tę pracę tak, jak ci mówię. / Zostaw to, nie będziesz już tego robił)

 

 

 

dziecko oburza się i gniewa oraz ujawnia wrogie uczucia, czasem atak wściekłości, próby agresji, stawianie oporu;

 

 

GROŻENIE, OSTRZEGANIE, UPOMINANIE

(Jeśli tego nie zrobisz.../ Jeżeli im o tym powiesz, to...)

 

 

 

dziecko często doznaje pokusy zrobienia czegoś, przed czym było przestrzegane, tylko dlatego, aby osobiście sprawdzić, czy nastąpią zapowiadane skutki;

 

MORALIZOWANIE, PRZEKONYWANIE, WYGŁASZANIE KAZAŃ

(Powinieneś to zrobić. / Kiedy ja byłam w twoim wieku to już byłam odpowiedzialna. / Jak dorośniesz, będziesz zadowolony, że się tego nauczyłeś.)

 

 

 

często dzieci na słowa "powinieneś", "musisz" reagują oporem i obroną;

 

NADMIERNE / NIEWŁAŚCIWEWYPYTYWANIE, BADANIE, INDAGOWANIE

(Gdzie?...Z kim..../ Co wy tam robiliście, a może piliście piwo?)

 

 

może zdradzać brak zaufania, podejrzliwość dorosłych wobec dzieci, wywoływać u nich poczucie ograniczenia wolności

 

 

 

 

 

 

UCIEKANIE OD CUDZYCH PROBLEMÓW

 

DORADZANIE, DYKTOWANIE ROZWIĄZAŃ

(Najlepiej by było gdybyś... )

 

 

 

takie wypowiedzi mogą wpłynąć na wytworzenie się zależności i rezygnacji z własnego myślenia;

 

 

ZMIENIANIE TEMATU, ROZWESELANIE, ZABAWIANIE

(Jaką dyscyplinę sportu uprawiasz? / Mam problem.../ Widziałeś to cacko?)

 

reagowanie żartami może wytworzyć u dziecka poczucie urazy i odepchnięcia, zmiana tematu poczucie, że się nim nie interesujemy;

 

LOGICZNE ARGUMENTOWANIE, ROBIENIE WYRZUTÓW, POUCZANIE

( Możesz mieć lepsze wyniki, ale musisz więcej ćwiczyć. / Wszędzie czają się źli ludzie, taki już jest ten świat)

 

 

logika i rzeczywistość wywołują często obronę i niechęć, dlatego dzieci bronią swoich pozycji i nie rezygnują z nich do końca;

 

POCIESZANIE, USPOKAJANIE

( Wszystko będzie dobrze... / Nie martw się.)

 

 

uspokajanie dziecka, które czuje się czymś wytrącone z równowagi, często przekonuje je po prostu o tym, że nie jest rozumiane;

 

 

 

Pozdrawiam Was serdecznie, życzę miłych wakacji:

 

Bożena Kłek - psycholog

 

 

DRODZY RODZICE!

Myślę, że każdy z nas, jeśli kocha ludzi tęskni - do kontaktów społecznych. Najbardziej teraz widać to w przedszkolach, kiedy dzieci na widok dawno niewidzianej Pani biegną do niej z otwartymi rękami, z okrzykami radości. Niestety rygory sanitarne zalecają unikania zbliżania się na „niebezpieczną odległość”. Co te dzieci o nas wtedy myślą? Może:„Pani mnie już nie kocha?”, „Moja pani mnie zapomniała?”, „Nikt nie chce się ze mną bawić”. U mnie: u psychologa, który wie, jak jest potrzebny tym dzieciom, a nie może im odwzajemnić sympatii i ciepła wywołuje to coraz większy bunt, frustrację i bezsilność!!!

Dobra, dość rozczulania się nad sobą!!! Co mają powiedzieć rodzice, którzy zmęczyli się w domu kontaktami z własnymi dziećmi, bo one akurat mają większe problemy z emocjami i zachowaniami. Poniżej przedstawiam następną, czwartą receptę na taką okoliczność. Dzisiaj będzie mowa o tzw. „dziecku upartym” i podsumowanie cyklu o „trudnych dzieciach”.

DZIECKO UPARTE to takie, które:

-nie ustaje w narzekaniu czy marudzeniu;

-zdaje się nigdy nie mieć niczego dosyć: uwagi, zabawek, niespodzianek, wrażeń, wybryków;

-ma tendencję do tracenia kontroli nad sobą, a wówczas niewybredne żatry zamieniają się w gwałtowne gesty, humor i wygłupianie się- w histeryczne piski, mówienie podniesionym głosem -w ogłuszający hałas;

-wtrąca się w sprawy innych osób, ich mienie, ich przestrzeń osobistą.

Dziecko uparte ma trudności z przestrzeganiem granic. Trudno je czymś usatysfakcjonować. Jeśli zaczyna narzekać, będzie narzekać przez cały dzień. Jeśli pragnie naszej uwagi, zdaje się nigdy nie mieć jej dosyć. Czasem polega to na nieumiejętności odczuwania. Większość z nas posiada system wewnętrznych wskazówek, dzięki którym wiemy, kiedy zjedliśmy wystarczająco dużo, kiedy zaprzestać ćwiczeń fizycznych czy zabawy. Usatysfakcjonowani daną czynnością przestajemy ją wykonywać i przechodzimy do następnej. Tymczasem uparte, nienasycone dziecko niestety nie potrafi przestać.

 

JAK POMÓC DZIECKU UPARTEMU?

-Staraj się dawać upartemu dziecku możliwość wyboru, gdyż robiąc coś zgodnie z własną wolą na pewno będzie bardziej zadowolone. Dokonując właściwych wyborów malec powinien spotkać się z Twoją pochwałą, („Brawo, widzę, że wiesz, co chcesz wyrazić na tym obrazku przy pomocy kolorów), ale pamiętaj by nie umniejszać przy tym jego zasług (nie mów:„Świetnie, wybrałeś dokładnie tę kredkę, którą chciałam żebyś wybrał”).

-Nie dyskutuj z „lufą przytkniętą do skroni”. Czasem negocjowanie z upartymi dziećmi polega na wysłuchiwaniu ich usilnego namawiania, zatem gdy poczujesz, że ktoś stara się coś na Tobie wymusić, wstrzymaj dalszą dyskusję: „Juz mi wszystko powiedziałaś, teraz muszę się spokojnie zastanowić. Później wrócimy do tematu”.

-O regułach postępowania, oczekiwaniach i ograniczeniach mów jasno i stanowczo. Dla opornych dzieci chwila wahania jest oznaką słabości, a jednocześnie sygnałem, by spróbować, co tu można jeszcze osiągnąć...

-Pozwól czasem dziecku samemu wyznaczyć granice, których nie należy przekraczać. Dzięki temu dowie się, jak to jest, gdy człowiek powstrzymuje się od czegoś z własnego wyboru.

Niektóre uciążliwe dzieci należą do więcej niż jednej z powyższych kategorii,gdyż zachowują się na kilka sposobów. Na przykład energiczne dziecko będzie sprawiać wrażenie nienasyconego, gdy chodzi o wykonywanie jakiejś czynności. Łatwo wpadające w gniew będzie negatywnie nastawione do świata, skore do narzekań, utrzymujące stały poziom złości. Niezależnie jednak od tego, jaki rodzaj kłopotów dziecko sprawia, jedna rzecz jest pewna: niektóre cechy robią wrażenie pozytywnych, a inne stanowią wyzwanie dla rodziców i wychowawców. Rozpoznanie ich jest kluczem do zrozumienia zachowania i – generalnie rzecz biorąc – temperamentu. Niemal każda temperamentalna cecha może stać się zaletą, jeśli wlaściwie się ją zidentyfikuje, zobaczy w pozytywnym świetle, a gdy to konieczne – wymodeluje i zaakceptuje w dziecku jako integralną część jego indywidualnego stylu bycia.-Zachęć do zaprzestania marudzenia. Dziecku starszemu wytłumacz, że nikt nie lubi marudnych osób, więc inne dzieci będą go unikać. Wyjaśnij, że, gdy czegoś chce powinno poprosić, a nie wymuszać zrzędzeniem

-Zamień wadę w zaletę; naucz, jak uporem zdobywa się najwyższe laury!”...

 

gdyż.. „Dzielne dziecko wyrasta na nieustraszonego doroslego człowieka gaszącego pożary lasów, testującego nowe samoloty, lecącego w kosmos. Dziewczynki i chłopcy, którzy łatwo wpadają w gniew, stają się prorokami lub reformatorami, swą pasją, motywacją zarażają innych. Uparte dzieciaki jako dorośli ludzie trzymają się jednej idei i nie zadrżą przed przeciwnikami. Ta sama determinacja, która uczynila porę zasypiania trzylatka koszmarem dnia, sprawia teraz, że drżą przed nim, już trzydziestolatkiem, wszyscy adwersarze i konkurenci. Uparciuch mający kłopoty ze zmianami wyrasta na skoncentrowanego, poświęconego sprawie nauczyciela, naukowca, przywódcę społecznego. Uciążliwych ludzi w wieku dorosłym możemy określić jako:

-kreatywnych;

-ambitnych;

-ciężko pracujących i energicznych;

-odważnych i mężnych;

-skoncentrowanych i oddanych sprawie;

-skłonnych do przygód;

-zdeterminowanych;

-niezależnych;

-zasadniczych.

Cechy te oczywiście mają swoją cenę, o czym każdy ojciec , matka czy wychowawca uciążliwego dziecka wie doskonale, lecz są one cennymi wartościami, którym wielu zawdzięcza szczególne miejsce w historii ludzkości.”*

 

Opracowała: Bożena Kłek

 

*Na podstawie książki:

„TRUDNE DIECKO”- Janet Poland

PS. Nadal czekam „pod numerem telefonu”: 500 041 166 od godziny 9.00 do 12.00. Jeśli nie odbiorę, proszę napisać sms-a, a wtedy odpowiem w późniejszym czasie. Pozdrawiam serdecznie.

 

 

 

DRODZY RODZICE!

 

Pół godziny siedziałam przed pustą kartką (na ekranie), nie wiem co napisać, bo czuję się oderwana od normalności. Osiągnęłam chyba następny poziom odczuwania nowej rzeczywistości. Miałam dużo czasu na zbieranie informacji, obserwacji oraz wzbogacania wiedzy z różnych dziedzin życia. U schyłku swojej aktywności zawodowej odkryłam, że skupiając się na własnej pracy nie miałam czasu ani sił, by zgłębiać fakty dotyczące historii, polityki, medycyny, fizyki, astronomii, statystyki a nawet literatury science fiction. Te trzy miesiące w domu pozwoliły mi zachwycić się dociekliwością, mądrością oraz wyobraźnią ludzi zajmujących się czymś innym niż ja. Szkoda, że życie jest za krótkie na to by zgłębić całą wiedzę zdobytą przez ludzkość. Myślę, że gdy wrócę do normalnych obowiązków znowu będę czuła satysfakcję z tego, że akurat wybrałam zawód psychologa. Na szczęście wcześniej obiecałam Państwu konkretny temat, więc jest czym zapełnić tę „zawodową wysepkę”.

Czas na przedstawienie następnej – trzeciej kategorii tzw. „trudnych dzieci”. Nie czekając jednak na ostatnią kategorię chcę zaznaczyć, że … „niektóre uciążliwe dzieci należą do więcej niż jednej z powyższych kategorii,gdyż zachowują się na kilka sposobów. Na przykład energiczne dziecko będzie sprawiać wrażenie nienasyconego, gdy chodzi o wykonywanie jakiejś czynności. Łatwo wpadające w gniew będzie negatywnie nastawione do świata, skore do narzekań, utrzymujące stały poziom złości. Niezależnie jednak od tego, jaki rodzaj kłopotów dziecko sprawia, jedna rzecz jest pewna: niektóre cechy robią wrażenie pozytywnych, a inne stanowią wyzwanie dla rodziców i wychowawców. Rozpoznanie ich jest kluczem do zrozumienia zachowania i – generalnie rzecz biorąc – temperamentu. Niemal każda temperamentalna cecha może stać się zaletą, jeśli wlaściwie się ją zidentyfikuje, zobaczy w pozytywnym świetle, a gdy to konieczne – wymodeluje i zaakceptuje w dziecku jako integralną część jego indywidualnego stylu bycia.

 

DZIECKO ŁATWO WPADAJĄCE W GNIEW to takie, które:

-ma częste napady złości;

-zachowuje się prowokująco:

-wykazuje małą tolerancję na frustrację;

-gdy jest rozgniewane, nie wyładowuje swej złości, lecz raczej pielęgnuje swoje negatywne uczucia;

-bije inne dzieci;

-czasem z powodu swego charakteru ma kłopoty z utrzymaniem przyjaźni;

-celowo wywołuje w sobie gniew i robi wszystko, by go podtrzymać.

Dzieci łatwo wpadające w gniew przeżywają wszystko bardzo intensymnie. Bez problemów okazują swoje uczucia, ale ich wybuchowość zawiera w sobie element wrogości. Jeśli dwójka przedszkolaków pobije się, impulsywne dziecko naprawdę „nie chciało” - po prostu zdarzyło się; na jego twarzy malować się będzie szczere zdziwienie oraz przykrość, że coś takiego się stało. Tymczasem gniewnemu dziecku wcale nie jest przykro, a przynajmniej nie zaraz po incydencie. Powie raczej „to on zaczął”- i nadal będzie złe.

 

JAK POMÓC DZIECKU ŁATWO WPADAJĄCEMU W GNIEW?

-Naucz je czym jest złość, jak czyjś gniew działa na innych, w jaki sposób go odczuwają;

-Powiedz, że lepiej niezadowolenie wyrażać słowami (np. „to nie jest w porządku”) niż czynami.

-Zapoznaj z metodami kontrolowania gniewu na przykład: niech policzy do dziesięciu, weźmie trzy głębokie oddechy lub po prostu poprosi o pomoc przy frustrujących go zadaniach.

-Pomóż dziecku odróżnić gniew usprawiedliwiony od nieusprawiedliwionego. Usprawiedliwiona może być wściekłość na kolegów, którzy użyli wobec niego przemocy, lecz nic nie usprawiedliwia kopania ich za to.

-Ucz dziecko dobrych manier. Oczywiście każde dziecko powinno je znać, lecz najwięcej korzyści płynie z nich dla złośników, którzy dowiadują się, że istnieją pewne rytuały związane z uprzejmością i grzecznością. Magiczne słowa „przepraszam”, „proszę” i „dziękuję” są starymi sztuczkami na gaszenie małych sporów, nim urosną do rangi wielkich problemów.

-Dowiedz się co wywołało atak złości. Złość bowiem charakteryzuje się jedną bardzo ważną konstruktywną cechą: za jej pomocą dajemy innym do zrozumienia, że skończyły się żarty, że teraz żądamy wysłuchania swych racji! Gdy więc dziecko wybucha wściekłością, to choćby Cię to zażenowało lub zdenerwowało wyznaj mu gotowość do potraktowania sprawy z powagą. „Widzę, Basiu, jak bardzo jesteś zła i jestem gotowa Cię wysłuchać, kiedy tylko będziesz w stanie rozmawiać”.

-Są także bezkonfliktowe sposoby rozładowania ogromnego napięcia jakie wyzwala złość. Zapoznaj dziecko z nimi: poboksowanie poduszki, potarganie starej gazety, pobazgranie na kartce. Gdy będzie starsze może napisać list, skorzystać z technik relaksacji i wizualizacji.

-Dowiedz się co powoduje atak furii. Jeśli są to „złośliwe” przedmioty, na przykład butelki, które trudno odkręcić, zacinający się zamek w bluzie, bądź gotowa pomóc dziecku, zanim straci panowanie nad sobą.

-Małym dzieciom bardzo pomaga mówienie do siebie. Zachętą do stosowania takiego sposobu może być Twój monolog: „Jestem wsciekła na dzieci, że zniszcyły te zabawki, ale nie będę krzyczeć, zachowam spokój”. Ani się nie obejrzysz jak malec powie do siebie „Bicie boli. Nie będę nikogo bić”.

-Czasem dzieci specjalnie prowokują swoją złość. Uważaj wówczas by nie dać się wciągnąć w to błędne koło.”*

 

 

*Na podstawie książki:

„TRUDNE DIECKO”- Janet Poland

 

Opracowała: Bożena Kłek

 

PS. Nadal czekam na telefony od Państwa od wtorku do czwartku, w godzinach: od 9.00 do 12.00. Przypominam mój numer telefonu: 500 041 166.

 

DRODZY RODZICE!

 

Niektóre dzieci wróciły już do przedszkola. Pierwszy dzień był akurat Dniem Dziecka, więc przyszły tylko te, które najbardziej musiały, a reszta świętowała w domu ( w niektórych grupach było tylko jedno dziecko). Dzieci zetknęły się z nowymi rygorami sanitarnymi (nie mogą wymieniać się zabawkami dopóki nie zostaną ponownie zdezynfekowane, nie mają pluszaków )

i z tzw. „dystansem społecznym” ( muszą zachować odległość od innych, na podłodze każde ma osobny kocyk, którego musi pilnować ). Na razie bardzo im się to podoba, bo nawet plastelinę każdy dostał nową ( tylko musi pamiętać , by jej nie pożyczyć koledze). Widać, że rozumieją sytuację i podporządkowują się bez jakiegokolwiek sprzeciwu. Można się jednak spodziewać, że gdy będzie ich więcej - w ferworze zabaw i emocji nie będą w stanie pamiętać o nowych zasadach...i wszystko wróci do normalności. Jestem pewna, że nie będą częściej chorować niż przed tą długą przerwą.

 

 

W ostatnim liście obiecałam Państwu kontynuację tematu dotyczącego różnorodności temperamentów dzieci. Przedstawię więc charakterystykę drugiej kategorii: tzw. „DZIECKO IMPULSYWNE”. Tak, jak, w pierwszej kategorii, została ona sprecyzowana na podstawie badania poniższych, dziewięciu cech temperamentu (poprzednio ich nie wymieniłam, więc robię to teraz):

„1.poziomu aktywności (ogólny poziom energii fizycznej i ruchliwości, najczęściej widoczny już u noworodków),

2.rytmiczności (regularność czynności takich , jak jedzenie, spanie, wydalanie)

3.tendencji do podejmowania aktywności lub wycofywanie się (początkowa reakcja na nowe sytuacje),

4.umiejętności adaptowania się (łatwość z jaką dziecko przystosowuje się do zmian w codziennej rutynie),

5.progu wrażliwości na bodźce (jak wrażliwe jest dziecko na światło,,hałas, silne zapachy, szorstkie powierzchnie),

6.typu charakteru (zwykle grzeczne czy nieposłuszne),

7.intensywności reakcji (natężenie reakcji emocjonalnych, zarówno wyrażających szczęście jak i smutek),

8.skupienia (zdolność koncentracji),

9.wytrwałości (umiejętność wykonywania jednej czynności, pozytywnej lub negatywnej, przez dłuższy czas).”...

 

...„DZIECKO IMPULSYWNE to takie, które:

-porusza się gwałtownie, kręcąc się z miejsca na miejsce;

-skacze, nie patrząc, gdzie i na co;

-jest nierozważne;

-często robi sobie krzywdę;

-rozlewa plyny i tłucze przedmioty częściej od innych dzieci;

-mówi, zanim pomyśli, płacze i denerwuje się bez widocznego powodu;

-przeszkadza częściej niż inne dzieci;

-nie potrafi czekać;

-trudno mu opierać się pokusom;

-wygląda na szczerze zdziwione, gdy widzi co narozrabiało.

 

Impulsywność powoduje, że dziecko wciąż wpada w kłopoty, choć ma dobre intencje. Dla impulsywnych dzieci przedszkole lub szkoła potrafią być prawdziwym wyzwaniem.Podczas gdy inne dzieci podnoszą palec do góry, one wykrzykują odpowiedź, przerywają innym, biorą coś z czyjegoś stołu, głośno mówią. Podobnie jak w przypadku dzieci nadmiernie energicznych, ich zachowanie nie jest jednak wrogie. Czy włażą w pokrzywy, czy wybuchają płaczem, ponieważ ktoś je zdenerwował, robią to po prostu pod wpływem chwili.

 

JAK POMÓC DZIECKU IMPULSYWNEMU?

-Rób sobie notatki dotyczące jego złych zachowań. Czy jest w tym jakaś prawidłowość? Czy dziecko traci kontrolę wtedy, gdy jest zmęczone, głodne lub ma rozproszoną uwagę? Czy istnieją jakieś konkretne okoliczności, w których trudniej jest mu być spokojnym?

-Zaangażuj je w zajęcia, podczas których pokażesz mu zasadę reakcji przyczyna – skutek oraz naturalne konsekwencje.

-Czytając bajkę rób chwile przerwy i pytaj co może stać się za chwilę? Co teraz zrobi główny bohater?

-Zabawcie się w „co się stanie, jeśli...”. Dzięki niej łatwo wytłumaczyć konsekwencje konkretnego postępowania.

-Nagradzaj cierpliwość i umiejętność planowania za każdym razem, gdy dziecko się nimi wykaże.

-Zrozum i zaakceptuj fakt, że impulsywne dzieci wymagają zwiększonej uwagi przez dłuższy czas niż ich spokojniejsi rówieśnicy.

-Uwierz, że impulsywność i niecierpliwość wraz z wiekiem oraz nabytym doświadczeniem zaczyna przechodzić...”*

*na podstawie książki „Trudne dziecko” Janet Poland

 

Z pozdrowieniami: Bożena Kłek – psycholog

 

PS. Czekam na telefony od Państwa od wtorku do czwartku, w godzinach: od 9.00 do 12.00. Przypominam mój numer telefonu: 500 041 166.

 

DRODZY RODZICE!

Dzisiaj piszę do Was 10 list. Taki jubileusz skłania mnie do podsumowań, tym bardziej, że jest szansa na powrót do rzeczywistości i ten trudny okres będziemy tylko wspominać. Moje wspomnienia będą bardzo bogate (zastanawiam się czy nie napisać o tym książki). Policzyłam, że mija właśnie 77 dni od pierwszego szoku, kiedy zarządzenia i infekcja uwięziły mnie w domu. Już w ten piątek 13 umierałam ze strachu, bo nie mogłam wiedzieć, czy za chwilę umrę od zbrodniczego wirusa, czy nie zarażą się ode mnie bliscy (szczególnie 87-letnia niesamodzielna Matka), czy całej mojej rodzinie starczą mocno okrojone dochody, jak sobie poradzą moje wnuki w Anglii i moja siostra we Francji. Same zmartwienia i perspektywa bezsilności i frustracji. Przerażenie! Organizm tak się poddał, że z infekcji nie umiałam wyjść przez trzy tygodnie. Mogłabym te troski wymieniać dalej, ale nie chcę Was obciążać swoimi sprawami, bo wiem, że w większości moglibyście mnie przelicytować. Chcę wyciągnąć z tej sytuacji to, co się da by nie mieć wrażenia straconego czasu. Jednym z takich dodatnich minusów mogła być możliwość permanentnej (nie tylko w przerwach między pracą i sprzątaniem) opieki i obserwacji mojej Matki staruszki, która potrzebuje mnie jak Was - Wasze dzieci. Może Wasze doświadczenia z tej kwarantanny pozwoliły Wam poznać swoje dzieci z nowej perspektywy? Może przydałoby się uporządkowanie tej wiedzy? Proponuję zapoznać się z książką p.t. „Trudne dziecko” Janet Poland, której fragmenty poniżej Państwu zacytuję, ale w kilku odsłonach, żeby nie przeciążać Waszej uwagi.

 

CO KTYJE SIĘ ZA TRUDNYM ZACHOWANIEM DZIECKA?

„Według badań z dziedziny psychologii, neurologii i genetyki temperament jest tak samo cechą wrodzoną jak kolor włosów czy kształt nosa. To temperament decyduje o tym, jacy jesteśmy wobec innych ludzi, jak reagujemy na stawiane nam ograniczenia, wreszcie jak radzimy sobie ze strachem i złością. Trzeba o tym pamiętać gdy próbujemy utemperować dzieci, uspokoić je, wprowadzić w świat.

Większość współczesnej wiedzy o temperamencie dzieci zawdzięczamy pracom Stelli Chess i Alexandra Thomasa, dwojga psychologów, którzy w 1956 roku prowadzili jedne z pierwszych w tej dziedzinie badania, nazwane New York Longitudinal Study. Pracę tę rozpoczęli z grupą małych dzieci, po czym badali ich rozwój w regularnych odstępach czasu poprzez ich wiek dojrzewania aż do ich dorosłości. Wyniki badań wykazały, że różnice w temperamencie ujawniają się już we wczesnym etapie życia, utrwalają się w dzieciństwie oraz, że wymagają specjalnych metod wychowawczych. Badacze Ci podzielili badaną grupę dzieci na „łatwe”, „średnie” i „trudne”, według występowania dziewięciu cech temperamentu.

Z pewnością „łatwe”, dziecko będzie pogodne, spokojne, o nawykach występujących z dość dużą regularnością, nie marudzące, gdy chodzi o jedzenie czy ubieranie. „Średnim” określimy dziecko, które ma negatywne podejście do nowych sytuacji i powoli się do nich adaptuje. Wiele z nadmiernie wrażliwych dzieci tak właśnie się zachowuje, przy czym mają także niski próg wrażliwości i dużą wytrwałość. Tymczasem „trudne” dzieci są niespotykanie energiczne, mają nieregularne nawyki i rytmy oraz ogromne trudności z adaptowaniem się do zmian.

Trudne, uciążliwe zachowania można podzielić na cztery kategorie odzwierciedlające naukowe spojrzenie na temperament. Każda z tych kategorii (dziecko nadmiernie energiczne, dziecko impulsywne, dziecko łatwo wpadające w gniew, dziecko uparte) reprezentuje predyspozycje mające najprawdopodobniej podłoże biologiczne, dlatego też wymaga od rodziców indywidualnego podejścia. Hiperaktywne, wymagające dziecko, które jednocześnie jest całkiem radosne i generalnie chętne do współdziałania, potrzebuje innych metod wychowawczych niż agresywne i wrogo usposobione czy wreszcie nieustępliwe, uparte, skłonne do marudzenia i narzekania.”

Dzisiaj parę słów o „pierwszej kategorii dzieci”:

 

DZIECKO NADMIERNIE ENERGICZNE to takie, które:

-jako niemowlę grymasiło i mało spało;

-szybko zaczęło chodzić;

-wiecznie coś robi;

-sprawia wrażenie bardziej aktywnego niż inne dzieci w jego wieku;

-nienawidzi siedzieć spokojnie czy być ograniczanym;

-zazwyczaj robi więcej hałasu od innych dzieci;

-jest silne, uwielbia sport.

Tryskające energią dziecko zdaje się mieć wszystkie sterowniki nastawione na maksimum, a pedał gazu zawsze dociśnięty do dechy. We wszystko co robi wkłada całą siłę i energię. Gdy inne dzieci idą, ono biegnie. W przedszkolu i szkole nieustannie kręci się, denerwuje, bębni palcami. Nie ustaje w działaniu dopóty, dopóki nie padnie z wycieńczenia. Często nie zdaje sobie sprawy ze swojej siły. Zamiast uściskać kogoś, zgniata go z niedźwiedzią siłą. Jeśli nie wie, że drzwi są zamknięte na zamek, tak długo będzie je próbował otworzyć, aż klamka zostanie mu w dłoni. Zazwyczaj jednak nadmiernie energiczne dzieci są pogodne i chętne do współpracy; a ich styl bycia może być hałaśliwy, lecz nigdy agresywny czy wrogi. Uciążliwym czyni go więc nadmiar fizycznej energii.

 

JAK POMÓC DIZECKU NADMIERNIE ENERGICZNEMU?

-Zapewnij mu jaj najwięcej okazji do aktywnej zabawy. Nie spodziewj się po nim, że będzie w stanie być spokojne przez dłuższy czas. Jeśli wiesz, że najbliższe zajęcia będą wymagały od niego by się kontrolował, pozwól mu wcześniej się wyszaleć.

-Niektóre energiczne dzieci zamiast tracić zapał podczas aktywnej zabawy, właśnie wtedy zyskują jeszcze więcej energii.W takim przypadku lepiej będzie ograniczyć czas zabawy lub pomóc mu zmienić aktywność na taką, która pozwoli mu się uspokoić, „przejść na niższy bieg”.

-Zadbaj o czas na wyciszenie. Diecko, które ma skłonności do tracenia kontroli nad sobą, bardzo potrzebuje takiej chwili.

-Do przejścia w stan wyciszenia doskonale nadają się drobne nagrody (np. zapowiedź jakigoś ustępstwa, naklejki, zbieranie plusów).

-Wcześnie interweniuj, gdy widzisz, że dziecko staje się coraz bardziej niecierpliwe i spięte. Daj mu jakieś zadanie do wykonania zanim sytuacja wymknie się spod kontroli.

-Nadmiernie energiczne dzieci często sprawiaja wrażenie agresywnych, podczas gdy tak naprawdę są tylko silne. Uwielbiają ściskać swoich kolegów z ogromną mocą. Trzeba je nauczyć jak pokazywać przyjacielskie uczucia w delikatniejszy sposób.

-Dzieci te są zazwyczaj także bardzo głośne. Naucz je kontrolować głos. Pokaż jak zachowują się ludzie gdy przeszkadza im hałas (przykładają ręce do uszu lub się odwracają). Wyjaśnij dziecku, że jak ściszy głos sprawi wszystkim wiele ulgi.”

Opracowała: Bożena Kłek

Na podstawie książki:

„TRUDNE DIECKO”- Janet Poland

PS. Mój dyżur telefoniczny ( tel. 500 041 166 ) trwa nadal, ale od wtorku do czwartku, w godzinach od 9.00 do 12.00, zapraszam do rozmów ze mną, pozdrawiam.

 

DRODZY RODZICE!

 

To zdjęcie zrobiła moja synowa, mojej czteroletniej wnuczce, która właśnie zakomunikowała Jej: „Mamo, zobacz, jestem gotowa na szkołę”.Wydarzyło się to po ponad dwumiesięcznej, fizycznej izolacji od przedszkola, znajomych, dziadków, a nawet – ojca! Najpierw się z tego śmiałam, ale potem naszła mnie refleksja: Co to czteroletnie dziecko zrozumiało z tej nietypowej sytuacji? Widząc jak jej starszy brat uczy się przed komputerem i jak dowiaduje się, że dzieci mogą już wracać do szkoły? Może myśli, że do przedszkola już nie wróci, bo przecież słyszała, że mama mówiła „Nie poślę już Oli w tym roku do przedszkola”? Od początku uwielbiała chodzić do przedszkola i kochała swoją Panią. Pewnie jednak był to dla niej tak długi czas, że myśli, iż jest już na innym etapie swojego życia. Myślę, że większość młodszych dzieci trzeba będzie teraz delikatnie przestawić na poprzednie tory. Dla niektórych może to być taki sam szok, jak pierwsze spotkanie z przedszkolem. Nie spodziewajcie się więc, że będzie łatwo, ale przypomnijcie sobie, że tamte pierwsze dni też dało się przeżyć. Może pomóc Wam w tych chwilach uświadomienie sobie, jak ważne dla dziecka są kontakty z innymi ludźmi, by mogły żyć pełnią życia społecznego. Jeśli potrzebujecie utwierdzić się w tym przekonaniu, przeczytajcie poniższy artykuł autorstwa

Katarzyny Gawlińskiej:

 

„TOŻSAMOŚĆ PRZEDSZKOLAKA”

 

„Tożsamość człowieka rozwija się razem z nim, od początku jego istnienia. Początkowo rozwija swoją tożsamość poprzez obserwację rodziców, a później zaczyna wchodzić w rozmaite role społeczne. Kształtuje się zarówno tożsamość osobista, jak i społeczna.

Pierwsze lata rozwoju człowieka są najintensywniejszym okresem w jego życiu. Nigdy później już człowiek nie osiągnie tak wiele w tak krótkim czasie. Pod koniec trzeciego roku życia, dziecko zaczyna odkrywać nowe możliwości i umiejętności. Stopień sprawności motorycznej, jak i mowy osiąga pewien poziom doskonałości. Dziecko zaczyna sobie wiele rzeczy wymyślać oraz wyobrażać. Nie poświęca już teraz czasu na zastanawianie się nad tym, że się porusza czy też, że mówi. Czynności te są po prostu wykonywane. Przed dzieckiem pojawiają się teraz nowe możliwości: możliwości podejmowania działań oraz inicjatywy. Z drugiej jednak strony, rzeczywistość przypomina mu o własnej słabości. Po ukończeniu drugiego – trzeciego roku życia ekspresja dziecka ma charakter ukierunkowany i jest zamierzona. Dziecko poszukuje aprobaty a także zrozumienia u innych osób, a jego wytwory mają już określoną postać. Przed ukończeniem szóstego roku życia ekspresja dziecięca zaczyna pojawiać się jako forma dostosowania się do ogólnie przyjętych norm.

W okresie przedszkolnym dziecko walczy z potencjalnymi rywalami, często o uprzywilejowaną pozycję wobec któregoś z rodziców. Próbuje podporządkowywać sobie inne osoby. Dziecko inicjatywą zaczyna wykazywać się także podczas zabaw, kiedy to wchodzi w role różnych postaci z bajek czy też innych, znanych mu osób. Samo określa warunki zabawy i to, jak można się podczas tej zabawy zachowywać. Zabawy tematyczne kształtują uczucia i osobowość dziecka. Przez cały czas trwania zabawy dziecko reaguje różnymi stanami emocjonalnymi na występujące w niej zdarzenia. Są to zarówno chwilowe wzruszenia, jak i długotrwałe nastroje. W sposób możliwie wierny, choć nieświadomy, dziecko odtwarza w swoich zabawach role społeczne pełnione przez dorosłych. Przenosi ono sytuacje z życia rodziny, łącznie z językiem, ruchami ciała i emocjami. Pozwala mu to lepiej zrozumieć rzeczy, jakie robią rodzice czy dziadkowie lub opiekunowie z przedszkola. Dziecko zaczyna myśleć abstrakcyjnie. W momencie, gdy zmysły po raz pierwszy nawiązują kontakt z otoczeniem i dziecko reaguje na doznania zmysłowe zaczyna w nim kiełkować twórczość. Dotykanie, odczuwanie, widzenie, manipulowanie, smakowanie, słuchanie; każdy sposób spostrzegania otoczenia i reagowania na nie, zaczyna stanowić podstawę tworzenia. W wieku dwa – cztery lata dziecko szuka zachęty i aprobaty dla aktu twórczego Dzięki temu, że sprawnie korzysta już z mowy, zaczyna korzystać z pamięci. W tym wieku, bowiem pamięć rozwija się bardzo intensywnie. Dziecko potrafi już nie tylko zapamiętywać, ale także odpamiętywać. Zaczyna pojawiać się „życie wewnętrzne”. Dziecko jest bardzo spontaniczne. Pomiędzy dziecięcymi uczuciami a ich zachowaniem jest prosta zależność. Kiedy dzieci czują się dobrze, dobrze się zachowują.

 

W wieku przedszkolnym zaczynają się pierwsze sympatie i antypatie. Dziecko pamięta już, z kim dobrze się bawiło, a kto mu w tej zabawie przeszkadzał. Wydaje się, że dziecko w wieku przedszkolnym ukształtowało sobie własną logikę i chociaż zadaje mnóstwo pytań typu "dlaczego", to jednak zdaje się widzieć świat jako coś stałego, niezmiennego, nie uświadamiając sobie, że samo może wprowadzać w nim zmiany.

Dziecko potrafi już rywalizować z lepszymi. Poznaje uczucie zazdrości o rzeczy, które należą do innych, a są przedmiotami pożądania. Nie umie jeszcze panować nad swoimi pragnieniami i za wszelka cenę próbuje osiągnąć to, czego chce, nie zważając na otoczenie. Wtedy też dziecko dowiaduje się, że czegoś „nie można, nie wolno, nie powinno się, itd.”. Jest to dla niego w pewien sposób frustrujące, albowiem okazuje się, że świat nie jest jeszcze w pełni dostępny. Pomimo tego, dziecko nie wymaga już ani wielkiej opiekuńczości i troski, ani też stałej obecności i pomocy któregoś z rodziców. W tym okresie dziecko zaczyna się coraz bardziej uspołeczniać. Ważne stają się dla niego kontakty z rówieśnikami, uczy się zasad współżycia w grupie, wspólnych zabaw i dzielenia się swoimi zabawkami.

W wieku przedszkolnym, jak już wspomniałam, dziecko bardzo intensywnie rozwija swą wyobraźnię i inicjatywę. Często dochodzi do sytuacji, kiedy mały człowiek czuje się źle i przeżywa, swoistego rodzaju, konflikt wewnętrzny, polegający na myleniu przez niego wyobrażeń z rzeczywistością. Czasami wyobrażając sobie coś, czuje lęk przed realną karą. Miłość do osoby opiekującej się dzieckiem może sprawić, że wyobraźnia i rzeczywistość nigdy nie będą istniały oddzielnie. Sytuacje przeżywane w wyobraźni wprowadzają do świata realnego i pomagają zaakceptować sytuacje prawdziwe.

Aby rozwój tożsamości dziecka w wieku przedszkolnym był optymalny i dążył w kierunku pozytywnym, należy dziecku poświęcać maksymalnie dużo czasu i uwagi. Opiekunowie powinni szanować jego uczucia i pomóc mu radzić sobie z nimi. Jakże często słyszymy rozmowy pomiędzy dzieckiem a dorosłym, w których ten zaprzecza uczuciom dziecka. I wcale nie mam tu na myśli skomplikowanych sytuacji i rozmów o wielkich uczuciach, ale zdarzenia codzienne, np.

- „ Mamo, ta książka jest dla mnie za trudna, nic z niej nie rozumiem.”

- „ Nie może być za trudna, jest przeznaczona dla dzieci w Twoim wieku, czytamy dalej.”.

W takiej sytuacji rodzic powinien zareagować zupełnie inaczej, mówiąc, np.: „Rozumiem, w takim razie poczytajmy jakaś inną, a do tej wrócimy za jakiś czas.”

Akceptując uczucia dziecka, opiekun daje mu do zrozumienia, że jest ono dla niego ważne, i że równie ważne są dla niego jego odczucia i problemy. Człowiek, który jest rozumiany już w dzieciństwie, z którego uczuciami liczą się inni, dorośli ludzie, nie będzie miał, w wieku dorosłym, problemów z okazywaniem uczuć i z nawiązywaniem kontaktów interpersonalnych. W okresie przedszkolnym zaczyna rozwijać się samodzielność dziecka, jego inicjatywa, poczucie swobody i niezależności. Dlatego tak ważne jest, aby kontakty z dorosłymi istotne w poprzednich etapach życia, stawały się rzadsze, aby dziecko miało możliwość nauczenia się i utrwalania cech samodzielności i odpowiedzialności za siebie.

Jak pisałam już wyżej, u dzieci w wieku od trzech do siedmiu lat bardzo ważną rolę odgrywa przejawianie inicjatywy, czy to w zabawie, czy w życiu realnym. Zadaniem opiekunów powinna być pomoc w jej rozwoju, a także przygotowywanie dzieci do samodzielnego życia i bycia niezależnym. My – rodzice, często jednak popełniamy wiele błędów, które niestety uczą nasze dzieci, że nie trzeba czynić wiele wysiłków, starać się wykonywać coś dobrze, podejmować samodzielnie decyzje. Jakże wielu z nas zawiązuje za swe dzieci sznurowadła, sprząta pokój, bądź udziela rad bez wysłuchania całej opowieści? Jak wielu z nas nie tylko robi za dziecko rozmaite rzeczy, ale i myśli za nie? A wszystko po to, aby było szybciej, sprawniej i bez kłopotu. W rezultacie pogłębiamy jedynie w dziecku myślenie, że jest jeszcze malutkie, bezradne i niewiele potrafi. Czy nie powinniśmy tego zmienić? Czy nie powinniśmy postarać się i fuknąć na samych siebie, że „nie tędy droga”? Przecież dziecko, któremu pozwala się dokonywać wyborów, podejmować, na razie niewielkie, decyzje, samemu zjeść (choćby trwało to dwa razy dłużej), lub samemu posprzątać po zabawie, dużo łatwiej w przyszłym życiu będzie umiało poradzić sobie nie tylko z błahymi sprawami, ale i z trudniejszymi, nie czekając aż ktoś mu pomoże.

W dążeniu do optymalnego kształtowania tożsamości, rodzicom pomóc może przedszkole. Rodzice mają możliwość wyboru dla swojego dziecka takiej placówki, której zaoferowany program będzie im i ich dziecku najbliższy. Rodzice interesują się nie tylko tym czy ich dziecko jest najedzone, ile muszą za to przedszkole zapłacić, ale coraz częściej ciekawi ich oferta programowa, kwalifikacje kadry pedagogicznej, a także warunki, jakie są stwarzane dziecku. Pytają o atmosferę panującą w przedszkolu, liczebność grup i ich skład. W większości, dzieci bardzo szybko adoptują się w przedszkolu. Jak wiemy, w wieku przedszkolnym, w życiu dziecka dużą rolę zaczyna odgrywać grupa rówieśnicza. Zaczynają się dla niego liczyć koledzy i koleżanki, są oni często ważniejsi niż osoby dorosłe. Do 5 roku życia kształtuje się osobowość i poczucie własnej wartości. Wiek przedszkolny, ma duże znaczenie dla ukształtowania się podstaw systemu wartości. Właśnie w tym okresie, tworzą się pierwsze orientacje wartościujące, przejmowanie pierwszych wzorów i ideałów postępowania. Dziecko zaczyna rozróżniać wartości, a także rozumieć ich sens. Planując sytuacje edukacyjne należy szerzej otworzyć dzieciom drzwi na świat wartości. Z różnych powodów ciągle napotykamy dzieci z zaniżonym poczuciem własnego Ja. Dziecko, albo zamyka się w sobie, albo też stara się zwrócić naszą uwagę agresywnym zachowaniem, wygłupianiem się. Dzieci młodsze uczą się od starszych samodzielności, starsze podsuwając pomysły automatycznie podnoszą własne Ja. Bardzo ważne jest, aby dzieci nauczyły się dostrzegać własne mocne i słabe strony. Nauczą się one w ten sposób przyjmować porażkę z podniesioną głową, bez zawiści do drugiego człowieka, z poczuciem bezpieczeństwa. Twórcza aktywność dzieci przejawiająca się w różnych formach ekspresji, logiczność myślenia m.in. podczas wyjaśniania przysłów własnymi słowami, zaskakująca otwartość i szczerość dzieci podczas odwoływania się do osobistych doświadczeń, przeżyć, przejawy koleżeńskich gestów, radosna, przyjazna atmosfera, integracja grupy utwierdzają w przekonaniu, że należy jak najczęściej razem z dziećmi odkrywać prawdę o wartościach.

Pod koniec okresu przedszkolnego dziecko podporządkowuje się normom społecznym, gdyż ceni sobie wydających je dorosłych i chce postępować zgodnie z nimi nie tylko z obawy przed karą lub z chęci uzyskania nagrody. Działa tu mechanizm identyfikacji z dorosłym. Na rozwój tożsamości poważny wpływ mają osoby znaczące oraz stawiane przed dzieckiem wymagania związane z pełnieniem ról społecznych i powtarzające się doświadczenia wychowawcze. Poczucie bezpieczeństwa, przywiązanie emocjonalne stanowią podstawę zdrowia psychicznego i rozwoju zdrowej oraz społecznie przystosowanej osobowości.”

Pozdrawiam Was serdecznie: Bożena Kłek – psycholog

 

PS. Od 25 maja będę czekać na Państwa telefony od wtorku do czwartku w godzinach: od 9.00 do 12.00. Przypominam numer: 500 041 166.

 

 

DRODZY RODZICE!

Wiadomo już, że Wasze dziecko, gdy będzie mogło jeszcze w tym roku szkolnym wrócić do przedszkola może być pozbawione opieki specjalistów, którzy pracują w kilku miejscach, na cząstkowych etatach. Jest to spowodowane potrzebą zachowania reżimu sanitarnego zalecanego przez Sanepid. Bardzo z tego powodu ubolewam, bo moja praca bez osobistego kontaktu z człowiekiem ma zupelnie inną moc. Z doroslymi jeszcze można porozmawiać przez telefon, ale na dziecko najlepiej działa bezpośrednie oddziaływanie terapeutyczne. Mam nadzieję, że po wakacjach wszystko wróci na swoje miejsce...czego i Wam życzę. W związku z tym chcę Wam zaproponować tekst terapeutyczny, który możecie przeczytać Waszemu dziecku, lub sami dla siebie zastosować „autoterapię”. Opowiadanie nie jest długie, więc łatwo go zapamiętacie i z czasem będziecie mogli swobodnie i z wyczuciem wzmocnić swoją psychikę lub Waszego dziecka. Sama codziennie stosuję tzw. „trening autogenny”, by uchronić się przed skutkami izolacji i frustracji.

 

 

OPOWIADANIE DLA DZIECI PRZEŻYWAJĄCYCH LĘKI

 

Nasz piesek był mistrzem w odprężaniu się. Robił to w następujący sposób: Najpierw szukał spokojnego, ciepłego lub chłodnego miejsca, w zależności od pogody. Potem obracał się kilka razy wokół własnej osi, aż wreszcie znalazł najwygodniejszą pozycję, a potem po prostu kładł się na podłodze.Jeszcze kilka razy głęboko wzdychał, zamykał oczy i...zasypiał.

Ty z pewnością też znasz takie spokojne miejsce, gdzie możesz wypocząć. Połóż się tam wygodnie w takiej pozycji, która ci będzie najbardziej odpowiadała.

Jeszcze nie jesteś zupełnie spokojny...

Potrwa chwilę, zanim twoje mięśnie zupełnie się rozluźnią...

A może chciałbyś udać się w odprężającą podróż do krainy fantazji...? Może chciałbyś popłynąć tam w łódce...? A może pogalopować na grzbiecie konia...? Na latającym dywanie z bajki..? A może na lekkiej chmurce...? Albo po prostu pieszo...? Wszystko jest możliwe. Wybierz sobie w jaki sposób chcesz udać się do krainy ciszy i spokoju...

Nie trwa to długo i już tam dotatłeś...

Wszystko wygląda tak, jak tego pragniesz...Świeci słońce. Jest tak wspaniale i ciepło...Może jest tam woda...Albo łąki, na których właśnie kwitną kwiaty...Rozejrzyj się w tej twojej krainie...Tak pięknie tam pachnie...Z oddali dociera śpiew ptaków, muzyka, szelest liści...

Twój oddech stał się już głębszy i spokojniejszy. Być może twoje oczy same się zamknęły- albo też nie. Możesz marzyć z otwartymi oczami...

Z uśmiechem idziesz dalej w głąb twojej krainy...Wiatr łagodnie głaszcze twoją skórę i włosy...

Widzisz na trawie coś błyszczącego, kolorowego – zaczarowany kamień. Bierzesz go do ręki – jest chłodny i gładki. Czujesz jak jego moc przenika do twojego ciała. Jest tak, jakbyś wypił zaczarowany napój, czujesz się silny i nie można cię zranić. Masz na sobie niewidzialną zbroję. Z pomocą tego kamienia możesz przepędzić każdy lęk, zawsze kiedy tylko chcesz.

Dotarłeś już do celu swojej podróży i powoli zawracasz...Nie spiesz się, masz dużo czasu...

Możesz poczuć, jak moc kamienia w dalszym ciągu na ciebie działa,,,zawsze, gdy będziesz tego potrzebował, możesz udać się do twojej krainy ciszy i spokoju...wziąć do ręki zaczarowany kamień i czerpać jego moc...W każdej chwili...

A teraz przygotuj się powoli do powrotu...Nabierz głęboko w płuca powietrze, ściśnij dłonie w pięści i otwórz oczy. (źródło: „Jakub pogromca strachu. Terapeutyczne opowiadania dla dzieci przeżywających lęki” Erika Meyer-Glitza).

Pozdrawiam: Bożena Kłek - psycholog

 

PS. Mój telefon 500 041 166, od poniedziałku do piątku od 9.00 do 12.00

 

 

DRODZY RODZICE!

Z pewnością zdajecie sobie sprawę, że na zachowania Waszego dziecka największy wpływ ma sposób, w jaki postępujecie wobec niego. To, jak to robicie z kolei zależy w dużym stopniu od Waszych charakterów, wzorców wyciągniętych z Waszych domów oraz z wiedzy jaką posiadacie na temat wychowywania. Dzisiaj chcę Wam pokazać „w pigułce”, jakie efekty daje zastosowanie konkretnego stylu wychowawczego. Przedstawiam je z nadzieją, że wierzycie, iż można nauczyć się wszystkiego, a szczególnie nowych zachowań. Jeśli odkryjecie, który z poniższych stylów stosujecie, a jego przewidywane skutki wcale Wam się nie podobają – macie możliwość nauczenia się innego stylu, bardziej korzystnego dla rozwoju Waszej pociechy. Powodzenia!

Style wychowawcze i ich wpływ na dziecko:

STYL AUTORYTARNY

DOROSŁY: DZIECKO:

  • stara się kontrolować zachowania - niezadowolone,

i postawy dziecka, - wycofujące się,

  • podporządkowuje dziecko ścisłym - nieufne,

regułom, - ma zmienne nastroje,

  • wymaga posłuszeństwa, - jest agresywne wobec

rówieśników

  • wymaga szacunku dla autorytetu, tradycji - nieposłuszne,

i ciężkiej pracy, - brakuje mu spontaniczności.

  • stosuje głównie kary,

  • nie dyskutuje z dzieckiem o swoich przyjętych

standardach,

  • izoluje się,

  • kontroluje dziecko i jego zachowania,

  • mało ciepły,

  • bardzo wymagający,

  • skoncentrowany na sobie w procesie

wychowawczym.

 

STYL PERMISYWNY

 

 

DOROSŁY: DZIECKO:

  • stawia dziecku mało wymagań, - nie ufa we własne siły,

  • pozwala dziecku na kierowanie własnym - jest zadowolone i pozytywne,

zachowaniem, - niedojrzałe,

  • rzadko stosuje kary, - nie kontroluje impulsów,

  • unika sprawowania kontroli, - nieodpowiedzialne społecznie.

  • kochający, wrażliwy,

  • nie kontroluje,

  • w wychowywaniu skoncentrowany na dziecku.

STYL ZANIEDBUJĄCY:

DOROSŁY: DZIECKO:

  • narzuca nieliczne ograniczenia, -nie uczestniczy efektywnie

  • dostarcza niewiele uwagi, wsparcia w zabawie,

i zainteresowania, -nadmiernie wymagające,

  • zajęty własną aktywnością, -nieposłuszne,

  • unika komunikacji dwukierunkowej, -ma tendencje do zmiany nastroju,

  • nie kontroluje, -ma trudności z koncentracją,

  • w wychowywaniu skoncentrowany na sobie. -ma niski próg pobudzenia,

-ma słabą koncentrację emocjonalną.

STYL AUTORYTATYWNY

DOROSŁY: DZIECKO:

  • ustala z dzieckiem stałe zasady i standardy, - niezależne,

  • kochający, - towarzyskie,

  • konsekwentny, - asertywne,

  • szanuje decyzje dziecka, - współpracujące z dorosłymi,

  • wymagający od dziecka zachowań - zadowolone,

odpowiednich do wieku i zdolności, - nastawione na sukcesy,

  • respektuje opinię dziecka, - samokontrolujące się,

  • wyjaśnia swoje decyzje, - ufne we własne siły,

  • skoncentrowany na dziecku w procesie - eksplorujące.

wychowawczym.

 

Pozdrawiam Was i Wasze dzieci: Bożena Kłek – psycholog

 

PS. Jak zwykle czekam na Państwa telefony od poniedziałku do piątku, w godzinach: od 9.00 do 12.00. Mój numer 500 041 166

 

 

DRODZY RODZICE!

 

Wychowując dziecko poszukujemy wskazówek w różnych publikacjach i u specjalistów. Mimo, że jestem psychologiem nie bazuję tylko na swoim specjalistycznym doświadczeniu. Nieustannie szukam potwierdzenia swoich spostrzeżeń w fachowej literaturze. Mam zwyczaj zapisywać pewne sformułowania, które mi utkwiły po jakiejś lekturze, a wydają mi się prawdziwe i pomocne. Poniżej wypiszę te, które mogą być kontynuacją tematu, który zaproponowałam w poprzednim liście do Państwa. Jestem pewna, że niektóre z nich staną się dla Was drogowskazami na niełatwej, rodzicielskiej drodze.

„TY I JA UTRZYMUJEMY STOSUNKI, KTÓRE CENIĘ I CHCĘ ZACHOWAĆ.”

„KAŻDY Z NAS MA SWOJE POTRZEBY I PRAWO DO STARANIA SIĘ, ŻEBY JE URZECZYWISTNIĆ.”

„STARAM SIĘ SZCZERZE AKCEPTOWAĆ TWOJE ZACHOWANIA, GDY DĄŻYSZ DO ZREALIZOWANIA WŁASNYCH POTRZEB LUB MASZ Z TYM JAKIEŚ PROBLEMY.”

„STARAM SIĘ SŁUCHAĆ CIEBIE Z AKCEPTACJĄ I ZROZUMIENIEM, TAK ABY POMÓC CI ZNALEŹĆ WŁASNE ROZWIĄZANIE, A NIE UZALEŻNIAĆ CIĘ OD SIEBIE.”

„JEŚLI MOJE ZACHOWANIE PRZESZKADZA CI W ZREALIZOWANIU WŁASNYCH POTRZEB ZACHĘCĘ CIĘ BYŚ MI POWIEDZIAŁ CO CZUJESZ I SPRÓBUJĘ ZMIENIĆ SWOJE ZACHOWANIE.”

„OTWARCIE, UCZCIWIE I DOKŁADNIE POWIEM CI CO MI PRZESZKADZA W TWOIM ZACHOWANIU UFAJĄC, ŻE USZANUJESZ MOJE POTRZEBY.”

„JEŚLI OBOJE STWIERDZIMY, ŻE ISTNIEJE W NASZYCH STOSUNKACH KONFLIKT DOTYCZĄCY POTRZEB, ZABIERZEMY SIĘ WSPÓLNIE DO ROZWIĄZANIA GO, BEZ ODWOŁYWANIA SIĘ DO SIŁY.”

„BĘDZIEMY DĄŻYĆ, BY ZARÓWNO TWOJE JAK I MOJE POTRZEBY BYŁY ZASPOKOJONE W RÓWNYM STOPNIU.”

„W NASZYCH RELACJACH NIKT NIE PRZEGRYWA, OBIE STRONY WYGRYWAJĄ.”

„GANIĄC DZIECKO CHCĘ, ABY ŹLE MYŚLAŁO O SWOIM ZACHOWANIU, ALE O SOBIE -DOBRZE.”

„DZIECKO, KTÓRE LUBI I AKCEPTUJE SIEBIE, PRAGNIE POSTĘPOWAĆ DOBRZE.”

„JEŚLI CHCEMY, ABY DZIECI NAS SŁUCHAŁY, TO NAJLEPSZYM SPOSOBEM JEST UWAŻNE WSŁUCHIWANIE SIĘ W TO, CO ONE MAJĄ NAM DO POWIEDZENIA.”

„ISTNIEJE OGROMNA RÓŻNICA POMIĘDZY BYCIEM KOCHANYM, A ODCZUWANIEM, ŻE JEST SIĘ KOCHANYM.”

„POMAGAM DZIECIOM UŚWIADOMIĆ SOBIE, ŻE SĄ ZWYCIĘZCAMI. PRZYŁAPUJĘ JE NA DOBRYCH UCZYNKACH.”

„TRAKTUJĘ DZIECI W TAKI SPOSÓB, ABY WIEDZIAŁY, ŻE JESTEM ZADOWOLONY Z TEGO, JAKIMI SĄ LUDŹMI.”

„DWA NAJWAŻNIEJSZE CELE RODZICA, TO POMÓC DZIECKU NABRAĆ SZACUNKU DO SAMEGO SIEBIE I WYROBIĆ W NIM NAWYK SAMODYSCYPLINY.”

„DZIECI UWIERZĄ, ŻE SĄ NAJLEPSZE, JEŚLI DOROŚLI BĘDĄ UTWIERDZAĆ JE W TYM PRZEKONANIU.”

„KIEDY STOSUJĘ JEDNOMINUTOWE NAGANY, DZIECKO ŹLE OCENIA SWOJE ZACHOWANIE, ALE O SOBIE WCIĄŻ MYŚLI DOBRZE.”

„DYSCYPLINA PEŁNA MIŁOŚCI TO PREZENT ODE MNIE DLA DZIECI.”

„NIEWAŻNE, CO JA SĄDZĘ O DZIECIACH, ALE CO ONE MYŚLĄ NA SWÓJ TEMAT.”

Pozdrawiam Państwa serdecznie: Bożena Kłek

PS.

 Dziękuję za telefony i czekam na nPSastępne. Przypominam mój numer: 500 041 166, przy którym czuwam od poniedziałku do piątku od godz.9.00 do 12.00.

 

DRODZY RODZICE!

Wielokrotnie w indywidualnych rozmowach z Państwem proponowałam lekturę książek „Jednominutowa matka” i „Jednominutowy Ojciec” autorstwa Spencer'a Johnson'a. Na pewno wielu z Was już je ma w swoich domach, ale dla tym, którzy jeszcze o nich nie wiedzą przedstawię próbkę praktycznych porad, które obrazują charakter tych pozycji. Pewnie niektórych oburza przymiotnik „jednominutowa”, bo sugerować on może, że Wasza rola rodzicielska zostanie okrojona do jednej minuty, podczas gdy RODZICEM SIĘ JEST 24 GODZINY NA DOBĘ. Otóż, nie obawiajcie się! Nikt Wam tego nie odbierze! Wręcz przeciwnie: zwiększy się Wasz czas na obcowanie z własnym dzieckiem, bo każdy wartościowy komunikat, który wobec dziecka zastosujecie będzie trwał tylko minutę!!!Nawet jeśli je 20 razy pochwalicie i 10 razy zganicie w ciągu dnia to zostanie Wam jeszcze 23 i pół godziny. Spróbujcie się tego nauczyć, polecam!!!

 

JEDNOMINUTOWA POCHWAŁA:

 

1.Z góry mówię dzieciom, że pochwalę je, jeżeli zrobią coś dobrze.

2.Przyłapuję dzieci na dobrych uczynkach.

3.Mówię dzieciom szczegółowo, co zrobiły dobrze.

4.Mówię im, ile radości sprawiło mi ich dobre postępowanie.

5.Milknę na kilka sekund, żeby poczuły moją radość. Potem mówię, że je kocham i przytulam.

6.Zachęcam dzieci, żeby w taki sam sposób postępowały ze mną.

7.Zdaję sobie sprawę, ze chociaż pochwała trwa tylko minutę, może mieć wpływ na całe życie.

8.Wiem, że to co robię , dobrze wpływa na mnie i na moje dzieci.

9.Uważam się za dobrego rodzica.

 

JEDNOMINUTOWA NAGANA:

 

1.Informuję dzieci, że powiem im kiedy ich zachowanie będzie dla mnie nie do

zaakceptowania. Proszę, aby tę samą zasadę stosowały w stosunku do mnie.

2.Ganię dzieci niezwłocznie po złym postępku.

3.Mówię im, co konkretnie jest dla mnie nie do zaakceptowania.

4.Opisuję dokładnie co czuję w wyniku ich postępowania.

5.Milczę przez kilka sekund, żeby dzieci wczuły się w moje nieprzyjemne położenie.

6.Przytulam dzieci do siebie w taki sposób, aby wiedziały, że stoję po ich stronie.

7.Przypominam dzieciom, że każde z nich jest ważną i wartościową osobą.

8.Mówię dzieciom, że chociaż nie podobało mi się ich zachowanie nadal je lubię.

9.Na zakończenie nagany zapewniam, że je kocham. I ja, i moje dzieci wyczuwamy, źe już jest po naganie. I rzeczywiście - to już koniec.

10. Jestem świadoma, że udzielenie nagany z miłością zajmuje zaledwie minutę, a może przynosić korzyść przez całe życie.

Pozdrawiam serdecznie: Bożena Kłek

PS. Czekam na Państwa telefony od poniedziałku do piątku w godzinach od 9.00 do 12.00

 

 

DRODZY RODZICE!

Niektórzy z nas już miesiąc żyją w domowej izolacji. Dopóki mieliśmy co robić, bo przyszedł czas na wiosenne porządki i przygotowania do Świąt, nawet nie zauważyliśmy, że minęło tyle dni. Aktywność fizyczna idealnie odrywała nas od niepotrzebnych myśli. Nie łudźmy się jednak, że nasz system nerwowy radzi sobie dobrze z frustracją spowodowaną ograniczeniami. Nawet, jeśli czujemy się świetnie i potrafimy na korzyść obrócić całą tę nietypową sytuację, nie zaszkodzi zadbać teraz o siebie i zapobiec niechcianym konsekwencjom. Wielokrotnie słyszeliśmy lub czytaliśmy o różnych sposobach radzenia sobie ze stresem. Wystarczy je teraz stopniowo wprowadzać w życie.

Wybrałam dla Państwa listę wskazówek, które moim zdaniem, mogą Was zainspirować, bo nie są trudne do zrealizowania. Chociaż niektóre punkty sprawiają wrażenie, że może nam zabraknąć dnia na ich realizację, to zapewniam Was, że warto spróbować. Jesteśmy to winni naszemu organizmowi.

12 kroków do redukcji stresu wg Connie Stetler, amerykańskiej trenerki osobistej

  1. Weź codziennie przynajmniej sześć głębokich oddechów, dzięki czemu rozluźnisz ciało i oczyścisz umysł.

  2. Wykonuj 3-4 razy w tygodniu ćwiczenia, które przyśpieszają puls. Jakie? Na przykład szybki spacer lub kilka rundek w górę i w dół po schodach.

  3. Codziennie daj kilkanaście pocałunków dziecku lub domowemu zwierzątku. Kluczowym słowem jest tu „daj”. My, ludzie, zazwyczaj bierzemy, ale gdy dajemy, redukujemy nagromadzony stres.

  4. Dwa, trzy razy w tygodniu wykonuj przez kilka minut ćwiczenia siłowe, na przykład podnoś ciężarki, ruszaj się, napinaj mięśnie.

  5. Sypiaj po osiem godzin dziennie.

  6. Spożywaj każdego dnia dziewięć porcji owoców i warzyw - „smacznych lekarstw”. Mięso i jego produkty nie mają tej zalety.

  7. Dwa razy dziennnie zrezygnuj z czegoś, co mogłoby Cię zestresować. To dużo mniej stresujące niż decyzja na „tak”, skutkująca przepracowaniem lub wypaleniem.

  8. Dziesięć razy na dzień pomyśl sobie o czymś miłym. Pozytywne nastawienie wspaniale zmniejsza stres, pozwalając nadziei przebić się do przeciążonego umysłu.

  9. Pięć razy dziennie serdecznie się pośmiej. Naukowcy zaczynają powoli odkrywać, że jak stwierdził kiedyś mędrzec, śmiech to naprawdę dobre lekarstwo.

  10. Raz, dwa razy na dzień posiedź sam w ciszy przez kilka minut. Przypomnij sobie, że masz niebiańskiego Ojca, który się Tobą opiekuje.

  11. Pij codziennie osiem szklanek wody. Nie soku owocowego, nie napoju gazowanego, nawet nie mleka sojowego. Wody. Dlaczego? Bo to ona przede wszystkim daje zdrowie. Czysta woda oczyszcza i nawilża organizm, a także wypłukuje toksyny.

  12. Przynajmniej raz dziennie powiedz bliskiej osobie, że ją kochasz. Wyrażanie miłości może uspokoić zestresowane serce.

 

ŻYCZĘ ZDRÓWKA I ODPORNOŚCI: Bożena Kłek - psycholog

P.S. Czekam na telefon od Państwa od poniedziałku do piątku w godzinach: od 9.00 do 12.00 (mój numer: 500-041-166)

 

DRODZY RODZICE

Uczymy się żyć w nowej rzeczywistości i różnie to znosimy. W lepszej sytuacji są optymiści, bo nie pozwalają sobie na zamartwianie się „na zapas”, ani na załamywanie się w trudniejszych chwilach. Pesymiści powiedzą: „ ale ja jestem inny; taki już jestem i nic na to nie poradzę. ...I tu się mylą: okazuje się, że OPTYMIZMU MOŻNA SIĘ NAUCZYĆ.

Jeśli wiesz, że jesteś pesymistą, a postanowisz zmienić swoje podejście do codzienności, może Ci w tym pomóc poniższa, przykładowa lista JAK BYĆ OPTYMISTĄ:

-przebywaj z optymistami, bo optymizm jest zaraźliwy;

-wyszukuj dobre strony każdej sytuacji i na nich się koncentruj;

-traktuj sytuacje trudne jako okazję do nauki, w myśl zasady, że drugi raz tego blędu nie popełnię;

-pochwal się swoimi osiagnięciami innym i pozwól, aby Cię chwalili;

-zrób sobie listę dobrych przekonań o sobie samym i czytaj ją co jakiś czas;

-planuj swoje działania, stosuj metodę małych kroczków – wtedy lepiej widać postępy;

-szukaj wielu rozwiązań, wybieraj działania świadomie;

-dziel wydarzenia na te, na które masz wpływ i te, na które wpływu nie masz. Do tych drugich uśmiechaj się z wyrozumiałością, pierwszymi zarządzaj;

-mów otwarcie o swoich trudnościach i niepowodzeniach. Miej pewność, że niepowodzenia zdarzają się wszystkim ludziom, różni ich tylko otwarte mówienie o nich i umiejętność korzystania z nich.

Ta ostatnia umiejętność może się Wam bardzo przydać w procesie wychowawczym, we własnym domu. Rodzice powinni szanować własne ograniczenia. Jeśli w danej chwili jesteście zbyt zmęczeni, albo nie macie ochoty na to, o co prosi Wasze dziecko- nie zmuszajcie się do tego, bo swoim samopoczuciem, nastrojem i tak zepsujecie całą zabawę. Nie musicie, więc mieć poczucia winy, że nie poświęccie się dla swoich dzieci. Gdyż wtedy, gdy poświęcacie się dla nich-nie licząc się z Waszymi uczuciami i tak nie spełniacie ich oczekiwań, a w dodatku uczycie dzieci, że można Was wykorzystywać w nieskończoność. Jeśli powiecie dzieciom, co naprawdę czujecie w danej chwili dajecie im możliwość zainteresowania się potrzebami drugiego człowieka.

Pewnie wielu z Państwa ma pewność lub przekonanie, że klapsem można zmusić dziecko do posłuszeństwa. Nie oszukujcie się! Za każdym razem, kiedy dajecie dziecku klapsa, uczycie je : „Kiedy jesteś zły – bij!”. Niestety nie słyszałam, by ktoś wychował w ten sposób bardziej kochającą, ludzką istotę. Dlatego, gniew bez ubliżania jest jedyną alternatywą dla niehumanitarnych metod. Oczywiście nie chodzi o to, by rodzice umieli przemawiać ze spokojem, gdy w środku aż się gotują, ale chodzi o to, żeby złość wyładowywać po trochu, a nie w jednym, wielkim wybuchu. Nie jest możliwe zachowanie cierpliwości, kiedy ogarnia nas złość. To tak, jakbyśmy jedną nogą przyciskali hamulec, a drugą pedał gazu. W ten sposób nie da się prowadzić samochodu. Bądźcie więc dla siebie przynajmniej tak dobrzy, jak dla własnego samochodu.

Dziecko tak krótko jest z rodzicami, a tak wiele trzeba je nauczyć, zanim pójdzie w świat. Czy nie byłoby wspaniale, gdyby można było przetwarzać wlasną złość i wykorzystywać ją nie do obrażania, ale do przekazywania dzieciom wartościowych informacji? Np., zamiast „Nie znęcaj się ty stary byku nad mniejszym od siebie!”, można powiedzieć: „Tylko za obopólną zgodą wolno się siłować”, albo: „Macie do wyboru: możecie bawić się lżejszą piłką, albo tracicie przywilej…Decyzja należy do was!”. I nie czekajcie, aż gniew i złość urośnie tak bardzo, że nie da się jej powstrzymać- musi wybuchnąć! Wyrażajcie od razu Wasze uczucia kiedy jeszcze Was nie przerosną!

Kiedy karzemy dziecko odbieramy mu szansę przyjrzenia się sobie samemu. Kiedy karzemy dziecko, wszystko staje się dla niego zbyt łatwe. Dziecko czuje, że zapłaciło za swoją „zbrodnię”, że wyrok został wykonany. Teraz może swobodnie kontynuować występek. Od dziecka, które zrobiło coś złego wymagajmy, żeby zajrzało do swego wnętrza, żeby trochę pocierpiało, pomyślało o tym co czuje, zaczęło ponosić pewną odpowiedzialność za swoje życie. Rodzice, którzy przestają karać dzieci, także na tym korzystają. Nie czują się winni i nie mają potrzeby wynagradzania im tej krzywdy. Mają też więcej swobody przy mówieniu „nie” i nawet nie czują potrzeby, żeby się tłumaczyć. Nie oznacza to też byśmy czasami w przemyślany sposób nie mogli ustąpić: „Przemyślałam to…”, „Rozważyłam to jeszcze raz…”, albo „Dzisiaj zrobimy małe odstępstwo od reguły…”

 

Życzę zdrowych i spokojnych Świąt Wielkanocnych oraz dużo ciepła rodzinnego

Wasz psycholog: Bożena Klek

 

P.S. Przypominam mój numer telefonu: 500 041 166 dostępny od poniedziałku do piątku w godzinach 9.00 do 12.00.

 

DRODZY RODZICE

Ludzie boją się zmiany, a teraz muszą zmienić całkowicie sposób na życie. Wierzę, że to tylko na jakiś czas. Może uda Wam się wykorzystać go na Wasz pożytek i Waszych dzieci. W każdym razie szkoda byłoby go zmarnować...Nie zaprzątajcie sobie myśli sprawami, na które nie macie wpływu. Wykorzystajcie Wasze dzieci by nauczyły Was jak się bawić i nie nudzić. One mają tyle pomysłów i doświadczeń z przedszkola.

Jeżeli macie jedynaka, który lubi być w domu i sam się ze sobą nie nudzi nie musicie wymyślać mu żadnej aktywności, ale skorzystajcie z jego obecności: poprzytulajcie się, porozmawiajcie o Nim i o Was, opowiedzcie mu o Waszej pracy, (jeśli teraz musicie ją wykonywać „zdalnie”), zaproście do pomocy w domowych obowiązkach. Do tej pory przecież tego czasu było dużo mniej na kontakt z dzieckiem.

Trudniej będzie rodzicom dzieci ruchliwych, aktywnych, absorbujących swoją osobą. Do tej pory wystarczyło zapewnić im rozrywki w plenerze, na placach zabaw. Takie dzieci czują się w domu uwięzione. Na każdym kroku dadzą Wam odczuć, że mają dyskomfort, a Wy będziecie coraz bardziej tym zmęczeni. Myślę, że we wspólnym interesie będzie podzielić dzień na czas obowiązków, aktywności oraz relaksu i trzymać się tego. Nic tak nie wyprowadza z równowagi, jak chaos i brak zasad. Może w tym pomóc wspólnie narysowany plan dnia, który będzie uwzględniał potrzeby wszystkich domowników, ale będzie podporządkowany priorytetom kochających Rodziców, którzy „najlepiej wiedzą co jest dobre dla ich dziecka”. Dzieci chętniej stosują się do zasad, jeśli mają swój wkład w ich ustalanie i poczucie, że rodzice rozumieją dziecięce potrzeby.

ŻYCZĘ ZDRÓWKA, Wasz psycholog przedszkolny: Bożena Kłek

P.S.

Jeżeli poczujecie Państwo potrzebę wsparcia psychologicznego, albo porad wychowawczych, jestem do Waszej dyspozycji w każdy wtorek od godz.9.00 do 12.00 pod telefonem: 500 041 166 . Gdyby telefon był zajęty, proszę przedstawić się sms-owo, to oddzwonię później. Serdecznie się polecam.

 

 

 

 

Drodzy Rodzice!

Każdy Rodzic jest zmuszony wielokrotnie wcielać się w role, których nie wybrał dobrowolnie. Można powiedzieć, że w ciągu całego życia musi, oprócz swojego wyuczonego zawodu, poznawać tajniki chyba wszystkich zawodów świata. Czasem musi być pielęgniarką, lekarzem, kucharzem, hydraulikiem, ekonomistą, psychologiem itd. Od niedawna Wasza rodzicielska rola została poszerzona o bardzo trudny zawód: nauczyciela domowego. Realizując w domu „mobilne” propozycje nauczycielek Waszego dziecka na pewno nie raz natrafiacie na opór u swoich pociech, bo one wolałoby „spędzać czas po swojemu” skoro są w swoim domu ze swoimi ukochanymi rodzicami. Dlatego postanowiłam podsunąć kilka porad, które może przydadzą Wam się w domowych warunkach.

Haim Ginott – specjalista z dziedziny psychologii dziecka uczy psychologów, wychowawców i rodziców nowego, (odmiennego od tradycyjnego) języka, którego powinniśmy używać w kontaktach z dziećmi. Język ten przede wszystkim nie ocenia! Unika się w nim wyrażeń, które oceniają charakter bądź zdolności dziecka. Wystrzega się takich słów jak: „głupi”, „niezdarny”, „zły”, a nawet „piękny”, „dobry”, „cudowny”, gdyż nie są one pomocne, przeszkadzają dziecku. Zamiast tego używa się słów, które opisują. Możemy opisywać to, co widzimy i to, co czujemy. Na przykład:

Dziecko: -„Czy ten obrazek jest ładny?”

Rodzic: -„Widzę fioletowy dom, czerwone słońce, niebo w paski i dużo kwiatów. Patrząc na to mam wrażenie, że jestem na wsi”.

Dziecko: -„Narysuję jeszcze jeden”.

Gdyby rodzic odpowiedział: „Jest piękny, jesteś wielką artystką”, byłby to ostatni rysunek, jaki dziecko narysowałoby tego dnia, gdyż przecież już nic nie może być lepsze niż „wielki” i „piękny”. SŁOWA, KTÓRE OCENIAJĄ, POWSTRZYMUJĄ DZIECKO, A SŁOWA, KTÓRE OPISUJĄ – WYZWALAJĄ JE.

Słowa opisujące zachęcają dziecko do samodzielnego znalezienia rozwiązania problemu. Na przykład, gdy dziecko rozleje mleko: rodzic: „Widzę, że mleko się rozlało” i wręcza dziecku szmatkę – unika przez to obwiniania i kładzie nacisk na to, co istotne – na to, co dziecko powinno zrobić. Gdyby rodzic w takim wypadku powiedział: „Głupi! Zawsze wszystko rozlewasz! Nigdy się tego nie nauczysz!” – możemy być pewni, że dziecko zmobilizowałoby wszystkie siły na obronę (np. „To nie ja, to pies”, „On mnie popchnął”) a nie na szukanie rozwiązania. Zapytajcie, co zrobić z emocjami w takich sytuacjach? Otóż, nikt od rodziców nie wymaga by byli cierpliwi i nie złościli się, ale, gdy się złościmy to TEŻ MOŻEMY UŻYWAĆ TAKICH SŁÓW, KTÓRE NIE WYRZĄDZAJĄ SZKODY I NIE TŁAMSZĄ LUDZI, NA KTÓRYCH NAM ZALEŻY (np. jeśli jest bałagan w pokoju dziecka, zamiast: „Dlaczego z ciebie taki bałaganiarz?”, „W ogóle nie dbasz o swoje rzeczy, psujesz każdą rzecz, którą dostaniesz”. Nawet, jeśli dziecko wtedy posprząta, pozostanie mu uczucie żalu do rodzica i niepochlebna opinia o samym sobie. Można to wyrazić inaczej: „Widok tego pokoju nie sprawia mi przyjemności”, „Złości mnie to, co widzę. Miejsce zabawek, rzeczy i książek jest na półce!”, albo: „Kiedy widzę rzeczy walające się na podłodze, ogarnia mnie wściekłość! Mam ochotę wyrzucić to wszystko przez okno!”

Jedną z głównych zasad stosowania tego języka jest to, żeby używać jak najmniej słów. Jeśli tylko to jest możliwe: ZASTĘPUJ CAŁĄ „LITANIĘ” JEDNYM ZDANIEM, ZDANIE – JEDNYM SŁOWEM, A SŁOWO – GESTEM. Dzięki temu zamiast skupiać się na wymyślaniu: „co by tu jeszcze powiedzieć” zaczniesz uważniej słuchać i zrozumiesz uczucia swojego dziecka.

Przede wszystkim nie wolno rodzicom nie doceniać siły własnych słów. Jeśli np. dzieci między kolegami przezywają się od „głupków”, to dobrze zdają sobie sprawę, że tak sobie żartują, ale kiedy mama albo tata nazwą go „głupkiem” – to dziecko myśli, że to prawda, bo przecież wg dziecka dorośli „wiedzą co mówią”. Co dzieje się z dzieckiem, które zaakceptuje fakt, że jest np. „głupie”? Jak sprosta wymaganiom tej sytuacji? Odpowiedź jest prosta. Powie sobie: „Jestem głupi, to po co mam próbować? Jeśli nie będę próbować, to nie poniosę porażki”. Ale, jeśli jego możliwości będą właściwie określane, czyli zamiast oceniać (np. „brzydkie pismo”) powiecie: „Widzę, że „a” i „b” stoją w jednej linii i skoro ci się to udało, to i pozostałe literki możesz spróbować napisać w tej samej linii” i kiedy dziecko będzie się starało dalej ulepszać swoje pismo, można mu przypomnieć, żeby wszystkie literki pochylały się w tę samą stronę, (ale że „to nie jest łatwe”). Jeśli podejmie dalsze próby ćwiczenia można podpowiedzieć, że następny krok jest jeszcze trudniejszy – bo, trzeba zachować tę samą odległość między literkami”. Jeśli dziecko zada sobie tyle trudu by ulepszać pismo, to i wtedy nie wystarczy powiedzieć: „Teraz już jest bardzo dobrze!”, ale zamiast tego: (zależności od tego co widzimy) „Widzę, że odległości między literkami są całkiem równe. Wszystkie litery znajdują się w tej samej linii i większość pochyla się w jedną stronę. Aż przyjemnie popatrzeć na taki charakter pisma!”. A, więc na początku trzeba docenić to co dziecko już osiągnęło. I, jeśli aktualnie nie widzi się jakichś postępów, to rodzice są w idealnej sytuacji, gdyż mogą odwoływać się do przeszłości, przypomnieć mu sytuacje, w których osiągało już sukcesy (w różnych dziedzinach życia – nie tylko związane z nauką) co pomoże dziecku uwierzyć w swoje siły i podtrzymać szacunek do samego siebie.

Tak samo jak z krytycznymi ocenami, trzeba uważać z oceniającym chwaleniem. Osoba niewtajemniczona zdziwi się, że chwali dziecko na wyrost, a ono staje się nieznośne. Ale psycholog nie widzi w tym nic dziwnego. Wie, że dzieci odrzucają takie całościowe pochwały, to je zbyt ogranicza i sami się prosimy o kłopoty. Np. okaże się, że nasze dziecko, które do tej pory mijało się z prawdą – powie nareszcie prawdę, a my, żeby go pochwalić użyjemy słów: „Jesteś bardzo prawdomównym chłopcem, najbardziej prawdomównym chłopcem na świecie!”. Dziecko zaczyna się czuć zaniepokojone, otrzymało pochwałę, na którą nie zasługuje („Gdyby tata wiedział , ile razy nie powiedziałem prawdy…”). Chce się dopasować do tej opinii, ale to nie jest łatwe. Został zapędzony w kozi róg. Jest w pułapce. Jak z tego wybrnie? Może jego zachowanie się trochę pogorszy, tylko na tyle, żeby udowodnić ojcu, że wcale nie jest takim aniołkiem.

Jeśli będziemy opisywać zalety i możliwości dziecka, pomożemy mu dowiedzieć się, i to dogłębnie, na czym polega jego siła, kim jest. Ten rodzaj samowiedzy rzadko staje się udziałem osoby, która była ciągle oceniana. Życie staje się dla takiej osoby trudniejsze. Często jest uzależniona. Musi odwoływać się do innych ludzi, żeby dowiedzieć się kim jest, na co ją stać i czy potrafi sobie z czymś poradzić. A, jeśli dziecko zna swoją siłę, z czasem samo potrafi powiedzieć: „Jestem zadowolony ze swojej pracy” albo „Nie jestem zadowolony ze swojej pracy”.

Życzę dużo sił i cierpliwości. Przekażcie, proszę, swoim dzieciom pozdrowienia ode mnie,

 

Wasz przedszkolny psycholog, Bożena Kłek


 

 

 

 

Aktualności

Kontakt

  • Miejskie Przedszkole nr 89 w Katowicach
    Miejskie Przedszkole nr 89
    40-719 Katowice
    ul. Zadole 26a
  • 32 25 45 760;

Galeria zdjęć